sobota, 25 marca 2017

Dom, w którym czas się zatrzymał

Obraz i wspomnienia beztroskiego dzieciństwa to często jedyne piękne chwile, które pozostają w pamięci. To one budują człowieka i tworzą jego historię. W ich stronę kierują się myśli w czasie życiowych zawirowań. Do świata wspomnień o utraconym świecie dzieciństwa pozwala przenieść się „Powrót do starego domu”, czyli powieść Ilony Gołębiewskiej. Premiera książki już 29 marca.

Czasami los jest przewrotny, a widoczne na pierwszy rzut oka szczęście całkowicie złudne. Mogłoby się wydawać, że Alicja Pniewska ma wszystko. Jednak to tylko pozory, za którymi kryje się smutna prawda. W jej życiu brakuje najważniejszego – wsparcia najbliższych osób. Dlatego wciąż żyje wspomnieniami o rodzinnym domu, w którym czuła się bezpieczna i bezgranicznie kochana przez rodziców i dziadków.

Alicja ma 37 lat. Jej małżeństwo właśnie się rozpadło, straciła lukratywną posadę, została bez dachu nad głową. W ciężkich chwilach pomocy udziela jej jedynie Dorota, przyjaciółka z czasów studenckich. Uciekając przed swoim zrujnowanym życiem, Alicja znajduje schronienie w starym rodzinnym domu w malowniczej miejscowości Pniewo. Z radością odkrywa, że jest to idealne miejsce do odzyskania równowagi i że tu właśnie ma szansę znaleźć duchowe ukojenie. Decyduje się na remont starego rodzinnego domu. Postanawia zostawić przeszłość za sobą i rozpocząć całkiem nowy rozdział w życiu. Zaskakujące zdarzenia, niezwykli ludzie i tajemnica sprzed lat wystawią Alicję na ciężką próbę. Ponownie stanie przed koniecznością walki o swoje szczęście.

Pewnej upiornej nocy spotyka Dziada – legendarnego uczestnika wydarzeń, które przed kilkudziesięcioma laty wstrząsnęły Pniewem. Otrzymuje od niego pamiętnik swojego dziadka Jana, który opisuje w nim piekło wojny. Nieoczekiwanie w starej szafie na strychu Alicja znajduje dokument ujawniający przed nią kolejne tajemnice przeszłości. Na idealnym dotąd wizerunku jej rodziny powstaje rysa... Alicja odkrywa pilnie strzeżony rodzinny sekret z przeszłości. Co wydarzyło się w Pniewie, kiedy Alicja była jeszcze dzieckiem? Czy tajemnica z przeszłości przekreśli szansę na szczęśliwe życie, które na nowo zaczęła budować? Tragiczny los małego Michałka całkowicie zmieni podejście Alicji do życia, a miłość upomni się o nią w najmniej spodziewanym momencie. Czy prawda o przeszłości rodziny pozwoli odnaleźć jej szczęście u boku kochanego mężczyzny?

„Powrót do starego domu” to prawdziwa, poruszająca i trzymająca w napięciu do ostatnich stron książka o sile ludzkich pragnień i marzeń. Daje wiarę i nadzieję na to, że nigdy nie jest za późno, by budować swoje życie od nowa. Przenosi do świata dziecięcych wspomnień i miejsca, które w sercu każdego człowieka ma szczególne znaczenie – do rodzinnego domu. Subtelny styl i finezja, z jaką autorka tworzy wielowątkową fabułę powieści, zadowolą najbardziej wymagających czytelników. Ilona Gołębiewska pokazuje, że w dorosłym życiu nie ma nic cenniejszego niż piękne wspomnienia z dzieciństwa. Udowadnia, że prawdziwy dom to ludzie, do których zawsze się powraca. Choćby tylko w pamięci. Dom to rodzina, a rodzina to bagaż wielu emocji i doświadczeń na całe życie. Z tym bagażem człowiek idzie w świat. Może zajść daleko i odnieść wiele sukcesów, jednak zawsze wraca tam, gdzie zaczęła się jego historia. 
 
 
Kilka słów o autorce:
Ilona Gołębiewska (urodzona w 1987 r.) - w wieku pięciu lat postanowiła, że w przyszłości będzie uczyć oraz pisać książki... i słowa dotrzymała. Na co dzień pracuje ze studentami, prowadzi zajęcia terapeutyczne dla dzieci i młodzieży, a także skutecznie szkoli dorosłych i seniorów. Jest poetką, debiutowała w 2012 r. tomem Traktat życia, należy do Światowego Stowarzyszenia Poetów. Autorka wielu książek i artykułów naukowych oraz bajek, baśni i opowiadań dla dzieci i młodzieży. Mieszka w Warszawie, ale gdy pisze, ucieka do starego drewnianego domu na mazowieckiej wsi. Uwielbia pracę z ludźmi, długie podróże do zapomnianych miejsc, czytanie książek po nocach oraz zapach świeżej kawy o poranku. Jej wielkim marzeniem jest założenie fundacji. Mistrzyni emocji! Bardzo mocno wierzy w happy endy! Prowadzi stronę autorską www.ilonagolebiewska.pl
 
źródło: mat. prasowe

piątek, 24 marca 2017

RECENZJA: Phil Collins, Jeszcze nie umarłem. Autobiografia (Wyd. Dolnośląskie, 2016)

Dzisiaj będzie krótko i na temat, gdyż nie lubię szeroko rozwodzić się nad biografiami (czy też autobiografiami). Zazwyczaj gatunek ten przytłacza mnie suchością języka i brakiem narracyjnego polotu. Fakt, do napisania dobrej, fabularnej biografii trzeba mieć po prostu talent. Nieco lepiej sprawa wygląda z autobiografiami pisanymi przez samych bohaterów (lub ich redaktorów, jak kto woli). W przypadku autobiografii Phila Collinsa (dodam na marginesie, że niezmiernie cenię twórczość tego artysty, a jego głos zawsze tworzy niepowtarzalny klimat utworów) było zdecydowanie lepiej niż się spodziewałam. 

Autor już z okładki wskazuje na autoironię i tym samym żartobliwym tonem, puszczając co rusz do nas oko, prowadzi nas przez całą swoją opowieść. A czyni to w sposób nader lekki, humorystyczny i prawdziwy. Nie owija w bawełnę. Nie stroni od dygresji. Czasem stwierdza, że kiedyś nie miał racji i zrobił coś nie tak. Autor ma tego świadomość, ale - co ważne - jego autobiografia nie nosi śladów spowiedzi. Collins nie chce wybielić się z dawnych błędów. On po prostu szczerze opisuje nam swoje życie, a jak wiadomo w prawdziwym życiu nie zawsze jest kolorowo. Poznajemy więc wszystkie odcienie Phila Collinsa i kroczymy wraz z nim od początków zamiłowania do muzyki, aż po apogeum popularności.

Artysta nie ubarwia swojej historii. Stara się przekazać czytelnikowi w miarę rzeczywisty stan rzeczy. Nie stroni oczywiście od subiektywizmu, gdyż byłoby to niemożliwe. Serwuje nam zatem subiektywny obiektywizm, który ubrany został w nader ciekawą formę. Czytając "Jeszcze nie umarłem" możemy odnieść wrażenie, że siedzimy twarzą w twarz z Collinsem i słuchamy jego opowieści przy kominku. Na wyobraźnię działa nie tylko lekka narracja, pozbawiona dystansu czytelnik-autor, ale również bogata galeria zdjęć umieszczona w książce. Żeby nie przeciągać, napiszę tylko jedno - nic dodać, nic ująć. "Jeszcze nie umarłem" to świetna książka! Sądzę, że spodoba się zarówno fanom Phila Collinsa, jak i poszukiwaczom interesujących lektur do popołudniowej kawy. Sprawdźcie sami!
    

poniedziałek, 20 marca 2017

Twórz, rozwijaj się i znajdź swoje miejsce w pędzącym świecie

"Mindfulness. Droga do kreatywności" to kolejna książka współautora światowego bestsellera "Mindfulness. Trening uważności" z przedmową prof. Marka Williamsa. O czym traktuje najnowsza pozycja dra Danny'ego Penmana?

"Mindfulness. Droga do kreatywności" to przede wszystkim książka o tym, w jaki sposób zwiększyć swoją kreatywność, radzić sobie z wyzwaniami, mieć więcej wolnego czasu i żyć pełnią życia.
.
Czy wiecie, że trening uważności pozwala otworzyć się na twórczą zabawę i płynącą z niej radość? Medytacja uważności zajmuje jedynie od 10 do 20 minut dziennie. Pozwala wyciszyć umysł, znaleźć w codziennym życiu chwile spokoju i reagować elastyczniej na wszystko, co nas spotyka. Pomaga zwiększyć kreatywność, zdolność rozwiązywania problemów oraz podejmowania decyzji. Umacnia odwagę i wytrwałość, a także rozbudza ciekawość oraz otwiera drzwi olśnieniu i momentom twórczego wglądu. Same pozytywy, nieprawdaż?

Ciekawym i nader praktycznym dodatkiem do książki jest płyta CD z medytacjami. Dzięki nim możemy otworzyć się nie tylko na twórczą zabawę, ale przede wszystkim na siebie samych, świadomie doświadczając chwil tu i teraz. Jeśli więc pragniecie skutecznie wyciszyć swój umysł i otworzyć się na nowe inspiracje, koniecznie sięgnijcie po tę pozycję. Polecam!
 

Kilka słów o autorze:
Dr Danny Penman – wykwalifikowany nauczyciel medytacji, nagradzany pisarz i dziennikarz. Współautor międzynarodowego bestsellera Mindfulness. Trening uważności wydanego w serii Samo Sedno. Danny Penman został uhonorowany za pracę dziennikarską przez stowarzyszenia Royal Society for the Prevention of Cruelty to Animals (RSPCA) oraz The Humane Society of the United States. W 2014 r. jego książka Mindfulness dla zdrowia (napisana z Vidyamalą Burch i również opublikowana w serii Samo Sedno) została uznana przez Brytyjskie Towarzystwo Medyczne za najlepszą książkę w kategorii: „Medycyna popularnonaukowa”. Prace Danny’ego Penmana zostały przetłumaczone na ponad 25 języków.

sobota, 18 marca 2017

RECENZJA: Ove Logmansbo, Prom (Wyd. Dolnośląskie, 2017)

W swojej najnowszej powieści Ove Logmansbo - czyli ukryty pod pseudonimem literackim Remigiusz Mróz -  ponownie zabiera nas na Faroje. Tak, jak w przypadku poprzednich części - "Enklawy" i "Połowu" - głównymi bohaterami "Promu" są Katrine Ellegaarg i Hallbjorn Olsen.

Tym razem bohaterów czekają trudne chwile. Początkowo wydaje się, że wszystko, co złe jest już za nimi. Katrine żegna się z Danią i pracą w policji. Kobieta chce rozpocząć nowe życie u boku Hallbjorna na Farojach. Pakuje więc cały swój dobytek i wyrusza w podróż do ukochanego, żeby już na zawsze byli razem. Niestety, nie dopływa do tamtejszego portu, gdyż prom, na którym się znajduje się Katrine, zostaje porwany. Kobieta postanawia dotrzeć do porywaczy. W konsekwencji staje się ich zakładniczką. Z kolei Olsen, oczekujący na lądzie na przypłynięcie Katrine, postanawia dowiedzieć się, dlaczego prom został zatrzymany tuż przed wpłynięciem do portu. Gdy poznaje prawdę o porwaniu, decyduje się za wszelką cenę uratować ukochaną wraz z pozostałymi pasażerami. Jeszcze nie wie, że przyjdzie mu stoczyć walkę o własne życie. Czy Hallbjornowi uda się ocalić Katrine? Czy para w końcu odzyska spokój i będzie cieszyć się szczęściem? Tego oczywiście zdradzić nie mogę, więc w tym celu polecam Wam lekturę "Promu".

"Prom" to zdecydowanie najlepsza z trzech części o przygodach Hallbjorna Olsena i Katrine Ellegaard. W "Enklawie", czyli w pierwszym tomie tychże przygód, brakowało dynamicznej akcji. W "Połowie" Ove Logmansbo poprawnie nadbudował już akcję, a dodatkowo zadbał o intrygujące przełomy w śledztwie i lekką narrację. Zebrał więc same plusy na swoim koncie i - jak widać - z dużym zapałem przystąpił do napisania trzeciej części. Zapał ten i doświadczenie z poprzednich książek zaowocowało doskonale nakreślonym kryminałem. Sensacja goni sensację, a bohaterowie - mimo, iż działają osobno - świetnie łączą wątki i napędzają akcję. Stale coś się dzieje, więc na dobre zapomnicie, czym jest nuda. Co więcej, do samego końca nie spodziewamy się tego, co nastąpi. Ove Logmansbo skutecznie zadbał o napięcie. I równie skutecznie bawił się z nami, serwując nam liczne niedopowiedzenia, które wzmagały zainteresowanie dalszym ciągiem opowieści. 

Reasumując, jestem pod ogromnym wrażeniem "Promu". Bez zastanowienia dałam się porwać opowieści weń zawartej. Z niesłabnącym zainteresowaniem śledziłam więc losy głównych bohaterów i gdybym mogła, na pewno przeczytałabym tę powieść jednym tchem. Niestety czas mi na to nie pozwalał, ale ostrzegam, że przy tej pozycji możecie stracić poczucie czasu. Dajcie się zatem porwać tej szalenie intrygującej historii i sprawdźcie, czy wszystkim uda się wyjść z niej cało. 


Za egzemplarz recenzencki "Promu"
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu

środa, 15 marca 2017

Śledczy Christian Abell na tropie brutalnego zabójcy

Już 22 marca nakładem wydawnictwa Muza ukaże się "Czarny manuskrypt", najnowsza powieść Krzysztofa Bochusa, a w niej makabryczne zabójstwa duchownych, tajemnicze księgi, podziemia krzyżackich zamczysk, a w tle czarne karty historii Niemiec.

Lata 30. XX wieku. Marienwerder (Kwidzyn). W mieście dochodzi do brutalnego zabójstwa księdza, Gerharda Platzecka. Przy zwłokach znajduje się karteczka ze słowami „Piekło jest domem nieczystych”. Sprawę zaczyna badać śledczy, Christian Abell. Wkrótce równie brutalnie zostaje zamordowany kolejny duchowny. Pojawiają się nowe ślady, mnożą się pytania. Krąg podejrzanych coraz bardziej się poszerza. Lokalna społeczność jest wstrząśnięta krwawymi zbrodniami. Rodzą się plotki, mnożą przypuszczenia.

Tropy wiodą także do zamku w Marienburgu (Malborku). Akcja schodzi – dosłownie i w przenośni – do podziemi, ukrytych korytarzy i krypt krzyżackich zamczysk, w których zatrzymał się czas.

Prowadzący dochodzenie radca kryminalny Christian Abell, zmierzyć się musi nie tylko z wyrachowanym mordercą, ale także z własną przeszłością, wiążącą go z rodzinnym miastem. Pełne napięcia śledztwo się komplikuje. Nic nie jest oczywiste, kolejne hipotezy to drogi donikąd. Nobliwe miasteczko okazuje się swoistym kretowiskiem pełnym zaskakujących, skrzętnie skrywanych tajemnic. Celem mordercy staje się sam Abell.

Ale stawka jest o wiele większa niż tylko życie policjanta. Rozwiązanie zagadki wymaga sięgnięcia daleko w przeszłość, która ciągle wpływa na los współczesnych…

Krzysztof Bochus zręcznie łączy kryminał miejski z elementami thrillera i powieści historycznej. Bardzo sugestywnie tworzy mroczną scenerię i buduje fabułę, która wciąga od samego początku i nie pozwala, aby czujność czytelnika nawet na chwilę została uśpiona. Kolejne etapy wyjaśniania sensacyjnej zagadki doprowadzają do zaskakującego finału. 


Kilka słów o autorze:
Krzysztof Bochus – z zawodu dziennikarz, publicysta, wykładowca akademicki, autor wielu publikacji prasowych i współautor kilku wydawnictw książkowych o charakterze historycznym, wykładowca na wyższej uczelni dziennikarskiej. Był redaktorem naczelnym miesięcznika „Sukces”. „Czarny manuskrypt” jest jego debiutem beletrystycznym. Jesienią 2017 ukaże się kolejny tom pt. „Martwy błękit”. Śledczy Christian Abell będzie tropił kolejnego zabójcę.

źródło: mat. prasowe

niedziela, 12 marca 2017

RECENZJA: Daisy Goodwin, Wiktoria (Marginesy, 2017)

"Wiktoria" Daisy Goodwin przenosi nas do całkiem innego świata. Takiego, który jest nam zupełnie nieznany z autopsji, lecz bardzo dobrze znamy jego charakterystykę z lekcji historii. O jakich czasach mowa? O epoce wiktoriańskiej, czyli okresie panowania na brytyjskim tronie królowej Wiktorii (1837 - 1901). Dzięki powieści Goodwin w jednej chwili możemy znaleźć się w samym centrum XIX-wiecznych wydarzeń i poznać sfabularyzowaną historię z życia młodej królowej.

Akcja powieści zostaje zawiązana tuż przed osiemnastymi urodzinami przyszłej królowej brytyjskiej. Młodziutka Aleksandryna przeżywa katusze żyjąc pod ciągłą kontrolą matki i sir Conroya. Każdego dnia przysięga sobie, że gdy tylko zostanie najważniejszą kobietą w państwie, nie da się nikomu podporządkować. W szczególności matce, jej przyjacielowi i damie dworu, która coraz częściej wtrąca się w jej wychowanie. Niespodziewanie nadchodzi dlań wielki dzień, bowiem umiera jej wuj Wilhelm IV, ówczesny król Wielkiej Brytanii. Regencja, o którą starał się sir Conroy, okazuje się zbędna, gdyż Aleksandryna jest już pełnoletnia. Wstępuje zatem na tron i każe tytułować się królową Wiktorią.

Od tego momentu życie młodej królowej nabiera tempa i jest sekwencją ciągłych zmian. Wiktoria musi nauczyć się przede wszystkim zasad władania krajem. W tej kwestii z pomocą przychodzi jej ówczesny premier lord Melbourne. Lord M., bo tak zwykła nazywać go królowa, jest nie tylko doradcą, ale i jej pierwszą miłością. Niestety, Wiktoria musi poślubić kogoś zgodnego z politycznymi wymogami. Sfrustrowana i zrozpaczona kobieta nie chce słyszeć o zaaranżowanym małżeństwie. Do czasu. Wkrótce na jej drodze ponownie pojawia się niemiecki książę - Albert Sachsen-Coburg-Gotha - i nagle wszystko się zmienia...

Po krótkim opisie fabuły, czas na kilka słów ode mnie. Po pierwsze, sfabularyzowana wersja życia królowej Wiktorii absorbuje od pierwszej strony. Po drugie, przedstawiona opowieść jest nader interesująca, a lekka narracja wzmaga chęć do dalszej lektury. W konsekwencji, zanim zdążycie się obejrzeć, skończycie już książkę. Jest to niewątpliwie ogromny plus, gdyż często powieści z historią w tle są zbyt pompatyczne i gwarantują niestety nudę. W tym przypadku nie ma o niej mowy. Daisy Goodwin zaserwowała nam doskonale wyważoną opowieść. Żałuję, że często mijała się przy tym z faktami historycznymi, ale nie jest to przecież literatura stricte historyczna.

Wreszcie - po trzecie, brawa należą się również za interesujące portrety bohaterów. Każda postać jest na tyle charakterystyczna, że z łatwością możemy ją sobie wyobrazić. Autorka, co zrozumiałe, najwięcej uwagi poświęciła jednak głównej bohaterce. W związku z tym z jej kreacja jest najbardziej szczegółowa. Możemy zatem obserwować nie tylko przemianę wewnętrzną tytułowej bohaterki, ale również poznawać jej najskrytsze myśli, które dodatkowo budują postać. Ciekawym zabiegiem kreacyjnym jest także zastosowany kontrast, którego składowe doskonale się dopełniają. Młoda królowa z jednej strony cechuje się delikatnością i romantyzmem, a z drugiej odnajduje w sobie stanowczość i siłę do władania ogromnym państwem. Jak sami widzicie, głównej bohaterce daleka jest jednowymiarowość.

Konkludując, "Wiktoria" Daisy Goodwin to nader ciekawa i dobrze napisana opowieść o początkach panowania młodej Aleksandryny Wiktorii na tronie brytyjskim. Urzeka i absorbuje od pierwszej strony. Mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu. Szczerze polecam!


Za egzemplarz recenzencki "Wiktorii"
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Marginesy