sobota, 18 lutego 2017

RECENZJA: Arthur Conan Doyle, The Adventures of Sherlock Holmes (Wydawnictwo [ze słownikiem], 2016)

Niedawno pisałam Wam o jednym z moich postanowień noworocznych (pełny wpis TUTAJ), a mianowicie o podszlifowaniu języka angielskiego. Naprzeciw moim potrzebom oraz zamiarom wyszło Wydawnictwo [ze słownikiem], które posiada szeroką ofertę klasyków literatury obcojęzycznej. Co najważniejsze, każda pozycja wyposażona jest w podręczny słownik angielsko-polski. Znika więc problem odrywania się od tekstu i szukania znaczeń słów, których nie znamy. Wszystko dzięki słownikowi zawartemu na marginesie każdej strony. To nader praktyczny i szalenie pomocny zabieg. Od teraz czytanie książek po angielsku powinno być czystą przyjemnością, bez przerywania jej w celu odnalezienia nurtujących nas wyrazów w osobnym słowniku.

Nie będę przybliżać fabuły "Przygód Sherlocka Holmesa", gdyż zapewne jest ona Wam bardzo dobrze znana. Tym, którzy dotąd nie mieli styczności z postacią detektywa Holmesa, poniżej zamieszczam ogólny zarys tematyczny tejże pozycji. Osobiście, recenzując takową książkę, chcę skupić się przede wszystkim na jej formie aniżeli na samej treści, gdyż to właśnie forma w tym przypadku odpowiedzialna jest za skuteczne przyswajanie treści. Mam nadzieję, że zgodzicie się ze mną. Zatem, rzeknę jedno - połączenie obcojęzycznej powieści z podręcznym słownikiem to doskonały pomysł, który sprawdza się w praktyce. Skuteczność takiej metody w nauce języka jest na naprawdę wysokim poziomie. Oszczędzamy czas, skupiając się przede wszystkim na tekście i jego zrozumieniu. Na każdej stronie książki jest zazwyczaj trochę miejsca, więc możemy spokojnie poczynić własne notatki. Co ważne, treść przedstawiona została w sposób nader czytelny i niemęczący dla oka (mam tu na myśli odpowiednią ilość tekstu na stronie). Słowa, które znajdziemy w słowniku na marginesie zostały w tekście pogrubione, a więc ich identyfikacja jest banalnie prosta. Dodatkowo możemy zaznaczyć ważne dla nas słówka flamastrem czy też kolorem. W końcu to książka do nauki, więc chyba możemy ją trochę spersonalizować, nie sądzicie? ;)

"Przygody Sherlocka Holmesa" opublikowane w 1892 roku przez szkockiego pisarza, sir Arthura Conana Doyle’a. Książka zawiera dwanaście opowiadań, w których detektyw z Baker Street rozwiązuje skomplikowane sprawy kryminalne. Jego głównym atrybutem, wykorzystywanym przy rozwiązywaniu wszystkich przypadków jest dedukcja. Niezbędna okazuje się również znajomość psychologii, prawa, chemii, policyjnej kroniki wypadków jak również literatury sensacyjnej i nieodłączna fajka. Dzięki ponadprzeciętnej sprawności fizycznej potrafi wyjść cało ze wszystkich opresji. W pracy towarzyszy mu wierny druh, przyjaciel i kronikarz wszystkich dokonań, dr Watson. 
(źródło cytatu: http://zeslownikiem.pl/przygody-sherlocka-holmesa)


Jeśli zaś idzie o moje własne impresje z lektury "Przygód Sherlocka Holmesa" w oryginale, to są one w głównej mierze pozytywne. Podręczny słownik sprawdził się doskonale. Pogrubione słówka w tekście również. Do formatowania tekstu także nie mam żadnych zastrzeżeń. Pozycja, którą wybrałam do nauki języka odpowiada poziomowi B1/B2, czyli takiemu, jaki posiadam według certyfikatu (a dokładnie B2+). Przyznam szczerze, że czytanie po angielsku zawsze szło mi dość opornie. Oczywiście masę czasu traciłam na szukanie tłumaczeń w osobnym słowniku, co zniechęcało mnie po dwóch stronach do dalszej lektury. Tym razem byłam bardziej wytrwała i udawało mi się przeczytać kilkanaście stron prawie jednym tchem. Nadal mam problemy z płynnym czytaniem, ale dzięki temu, że w każdej wolnej chwili motywowałam się do szlifowania języka angielskiego poprzez lekturę, przypomniałam sobie gramatykę, składnię oraz popularne zwroty. Co najważniejsze, poznałam nowe słownictwo, które staram się trzymać w pamięci. 

Niewątpliwie nauka języka poprzez lekturę powieści w oryginale to nie lada wyzwanie i trudno rzec, że to błahostka. Niemniej jednak pozycje, jakie oferuje Wydawnictwo [ze słownikiem] idealnie nadają się ku temu. Możemy wybrać interesujący nas poziom znajomości języka i rozpocząć frapującą lekturę. Uwierzcie mi, że własne tłumaczenie i interpretowanie tekstu sprawia naprawdę dużo frajdy.. Nasze szare komórki działają wówczas na zwiększonych obrotach, a satysfakcja z własnego tłumaczenia jest nie do opisania. Sprawdźcie sami!
   

Za egzemplarz recenzencki "The Adventures of Sherlock Holmes"
serdecznie dziękuję Wydawnictwu [ze słownikiem]

sobota, 11 lutego 2017

RECENZJA: Marek Bukowski, Maciej Dancewicz; Najdłuższa noc (Muza, 2017)

"Najdłuższa noc" przenosi nas do Krakowa z początku XX wieku. Przechadzamy się więc brukowanymi ulicami tego królewskiego miasta, które jak cała ówczesna Polska tkwi pod zaborami, i spoglądamy nieufnie w przyszłość. Mijamy straganiarzy, biedaków, służących oraz elitę w pełnej krasie. Przechodzimy pomiędzy kontrastami, aż nagle trafiamy w sam środek makabrycznej zbrodni. 

Jest czternasty dzień grudnia 1904 roku i - jak czytamy w powieści - ten 14 grudnia w sumie nie różniłby się niczym od tysięcy podobnych mu, minionych dni grudniowych, gdyby nie fakt, którym potem żyła przez kilka tygodni krakowska prasa, a za nią całe miasto (fragment powieści, s. 7). Wtedy to miejski latarnik spostrzega siedzącą nieruchomo na ławce kobietę. Gdy podchodzi bliżej okazuje się, że jest ona martwa. Co więcej, chustka, którą miała okręconą głowę, skrywała kompletnie puste oczodoły. Jak się wkrótce okaże, owe makabryczne znalezisko, to dopiero początek serii zbrodni, jakie będą mieć miejsce w Krakowie. Modus operandi zabójcy ukaże nader symboliczną i wyrafinowaną zarazem taktykę dokonywania zbrodni.

Rozwikłaniem tej zawiłej sprawy zajmą się oczywiście cesarscy stróże prawa. Niestety ich praca nie przyniesie zamierzonych rezultatów. Dopiero pojawienie się w Krakowie Jana Edigeya-Koryckiego - marynarza, który po latach żeglugi wraca do rodzinnego miasta - wprowadza do śledztwa nowe wątki. Co więcej, to właśnie młody Edigey wraz ze swoimi przyjaciółmi - Henrykiem i jego siostrą Weroniką, odkryje modus operandi mordercy i wpadnie na jego trop. Ale czy mężczyźnie uda się go złapać i czy ujdzie przy tym z życiem? Tego zdradzić już nie mogę. Najlepiej sami sięgnijcie po "Najdłuższą noc", żeby się przekonać.

Dlaczego jeszcze warto sięgnąć po "Najdłuższą noc"? Oczywiście absorbująca i interesująca fabuła to pierwszy powód, ale nie jedyny. Kryminał spod pióra Marka Bukowskiego i Macieja Dancewicza charakteryzuje się również dobrą konstrukcją, która sprzyja lekturze i czuwa nad naszym stałym zainteresowaniem opowieścią. Wszystko za sprawą przeplatania wątków oraz zastosowaniem krótkich rozdziałów, niepozwalających czytelnikowi na znużenie. Nie ma więc mowy o jakiejkolwiek nudzie! Powieść czyta się wręcz jednym tchem. Łatwo, lekko i przyjemnie. Podoba mi się, że opowieść została zwięźle przedstawiona, a mimo to oddaje zarówno cechy epoki, jak i misternie wymyśloną serię zbrodni. Sami widzicie, że powodów, dla których warto wybrać "Najdłuższą noc" jest naprawdę wiele.

Pozwólcie, że dołożę do nich jeszcze jeden, a mianowicie doskonale sportretowanych bohaterów. Na uznanie zasługują zarówno bohaterowie pierwszoplanowi, jak i poboczni. Każda postać posiada charakter i bardzo łatwo ją sobie wyobrazić. Plastyczność tejże powieści to również duży plus. Fajną sprawą jest także zabieg wprowadzenia do rozwiązania śledztwa kogoś z zewnątrz. W tym przypadku taką osobą jest Jan Edigey-Korycki, który nigdy nie miał styczności z prowadzeniem policyjnych spraw. Jednakże prywatny wątek sprawia, że mężczyzna sam postanawia odkryć prawdę o makabrycznych morderstwach. Tym samym uwaga czytelnika przechodzi od cesarskich policjantów do poczynań głównego bohatera.  

Konkludując, "Najdłuższa noc" to według mnie nader udane dzieło w ramach wspólnego projektu Marka Bukowskiego i Macieja Dancewicza. Powieść ta została zainspirowana wydarzeniami z serialu "Belle Epoque" (tegoroczna nowość w wiosennej ramówce stacji TVN) i mogę śmiało stwierdzić, że doskonale oddaje klimat owej epoki. Jeśli zatem lubicie kryminały osadzone w minionych czasach, sięgnijcie po tę pozycję. Frapująca lektura gwarantowana!


Za egzemplarz recenzencki "Najdłuższej nocy"
serdecznie dziękuję Business & Culture


poniedziałek, 6 lutego 2017

"World of WarCraft: Narodziny hordy" - wyjątkowa opowieść o magii, sztuce wojennej i bohaterstwie

15 lutego nakładem wydawnictwa Insignis ukaże się powieść z nowej serii „Narodziny Hordy”. To książka idealna dla fanów (i nie tylko!) WarCrafta oraz niesamowitych przygód.

"World of WarCraft: Narodziny hordy" to wyjątkowa opowieść o magii, sztuce wojennej i bohaterstwie, oparta na bestsellerowej, wielokrotnie nagradzanej serii gier firmy Blizzard Entertainment.

Choć młody wódz Thrall położył kres przekleństwu demonów, które przez pokolenia nękało jego lud, orkowie nadal zmagają się z grzechami swej krwawej przeszłości. Jako siejąca zniszczenie Horda rozpętali kilka wyniszczających wojen przeciwko swemu odwiecznemu wrogowi – Przymierzu. Jednak wściekłość i żądza krwi, które pchnęły orków do niszczenia wszystkiego, co stanęło im na drodze, niemalże pochłonęły ich samych.

Dawno, dawno temu w idyllicznym świecie Draenoru szlachetne klany orków żyły w pokoju ze swymi tajemniczymi sąsiadami: draenei. Jednak niegodziwi wysłannicy Płonącego Legionu mieli inne plany co do obu żyjących w nieświadomości ras. Władca demonów Kil’jaeden zapoczątkował łańcuch wydarzeń, którego efektem miało być nie tylko zniszczenie rasy draenei, ale również przeobrażenie orczych klanów w jedną niepowstrzymaną machinę nienawiści i zniszczenia.


Blizzard Entertainment prezentuje serię Blizzard Legends:
Po 25 latach tworzenia znakomitych, wielokrotnie nagradzanych gier takich jak World of WarCraft, StarCraft i Diablo Blizzard Entertainment ponownie wydaje swoje najlepsze książki, tym razem w kolekcjonerskiej szacie graficznej. Wśród nich znajdują się bestsellerowe powieści z listy „New York Timesa”, które wciągną każdego miłośnika fantastyki – nie tylko fanów gier Blizzarda. Zaś ci ostatni – starsi i młodsi – będą mieli okazję poznać wykraczające poza ramy gier historie ich ulubionych bohaterów. 
źródło: mat. prasowe

sobota, 4 lutego 2017

RECENZJA: Katarzyna Bonda, Lampiony (Muza, 2016)

Aż dziw, że po tylu pożarach, jakie roznieciła Katarzyna Bonda w "Lampionach", Łódź nadal tętni życiem i funkcjonuje jak dawniej. Na szczęście to tylko fikcja i nader ognista fabuła, którą poznajemy na stronach najnowszej powieści powyższej autorki. Łódź zapłonęła, ludzie walczyli z żywiołem, a Sasza Załuska ponownie próbowała nakreślić portret sprawcy. Czy jej się udało i czy wszyscy uszli z życiem z tego wielkiego pożaru? Odpowiedzi szukajcie oczywiście w "Lampionach".

Tymczasem mogę zdradzić tylko jedno, "Lampiony" to kolejny nader intrygujący kryminał, jaki wyszedł spod pióra Katarzyny Bondy. Ponownie spotykamy się weń z utalentowaną profilerką - Saszą Załuską. Tym razem kobieta zostaje oddelegowana z gdańskiej policji do Łodzi, gdzie władze zmagają się z podpaleniami oraz serią groźnych wydarzeń, w tym aktami antysemityzmu i homofobii. Sceny, jakie mają miejsce w mieście czterech kultur, przypominają apokalipsę. Ludzie półświatka, szajki wyłudzające pieniądze, narkotykowi handlarze, fałszerze i czyściciele kamienic. Mnogość osób, wiele zła, a wokół ogień. Co jest wspólne w tej zawiłej układance? Na to pytanie - i na wiele innych - postara się odpowiedzieć Szasza wraz z doświadczonymi śledczymi. Czy uda im się ocalić Łódź? 

"Teoretycznie trzymali w ręku wszystkie dane. Babcia bombka miała związek z ładunkami, ale ich nie produkowała. Maciek, jej podopieczny, robił roboty i podkładał bombki, ale ich nie włączał. Piroman na rowerze w ogóle nie był związany ze sprawą. Podobnie jak gwałciciel leżący wciąż w śpiączce farmakologicznej. Zresztą nim nikt się nie przejmował. A Łódź się hajcowała..."
(fragment powieści, s. 492)

Tego, że Bondę bardzo dobrze się czyta, nikomu raczej mówić nie trzeba. Łatwo, lekko i przyjemnie, ale - co najważniejsze - nie jest to płytka lektura. Wprost przeciwnie. Autorka nie szczędzi w swoich powieściach szczegółów. Dużą wagę przywiązuje zarówno do topografii, portretów społeczeństwa, jak i problemów otaczającej nas rzeczywistości. Jak wiemy, realizm implikuje prawdopodobieństwo, a zatem czytając powieści pani Bondy mamy wrażenie, że opisany weń świat jest nam nader bliski. Z kolei wydarzenia rozgrywające się na stronach książki mogłyby zdarzyć się również w naszym otoczeniu. Oczywiście warstwa fabularna to wciąż czysta wyobraźnia autora. Niemniej umiejętność sprawienia, że czytelnik czuje się w świecie przedstawionym przez pisarza jak u siebie, to ogromny walor literacki i zarazem pożądana umiejętność. Katarzyna Bonda niewątpliwie ją posiada, z czego my - odbiorcy jej twórczości - jesteśmy bardzo zadowoleni.

Na zakończenie chciałam dodać, że uwielbiam u pani Bondy jej upodobanie do wielowątkowości. Najbardziej cieszy mnie moment, w którym wszystkie wątki nieoczekiwanie eksplodują, tworząc zupełnie nową jakość, a mianowicie zaskakujący finał śledztwa. W "Lampionach" - tak jak w poprzednich pozycjach autorki - są emocje, intrygująca fabuła, nader ciekawe portrety bohaterów oraz trafnie nakreślone tło społeczne. Nic dodać, nic ująć. Z prozą pani Bondy po prostu trzeba się zapoznać, żeby albo dać się jej uwieść, albo pozostać kompletnie niewzruszonym. Bycie pomiędzy raczej nie wchodzi w grę. Polecam serdecznie!
   

piątek, 3 lutego 2017

„Był sobie pies" - wyszczekana opowieść, która wzrusza i bawi

Ciepła jak nagrzany brzuszek szczeniaka. Inteligentna niczym Berneński Pies Pasterski. Zabawna bardziej niż memy z Piesełem. „Był sobie pies” – bestsellerowa powieść ukazała się w Polsce na dwa tygodnie przed premierą jej hollywoodzkiej ekranizacji z Bradleyem Cooperem w roli głównej.

Bailey to bezdomny kundelek, który po krótkim życiu, zaskakującym zrządzeniem losu odradza się ponownie w postaci ślicznego złotowłosego szczeniaczka. Jego życie nabiera sensu, kiedy trafia pod opiekę miłośnika zwierząt – ośmiolatka Ethana. Chłopiec nawiązuje z Baileyem niezwykłą więź, która łączy ich na zawsze i uczy wzajemnej miłości i szacunku. Kiedy Bailey dożywa starości, czuje się szczęśliwy i spełniony. Odchodzi z tego świata z poczuciem, że wypełnił swoją misję. Okazuje się jednak, że to dopiero początek jego przygód. Czy Bailey spotka jeszcze Ethana? Czy uda mu się w końcu odkryć, jaka jest jego misja?

W. Bruce Cameron, zdeklarowany miłośnik zwierząt i ambasador ich praw, spędził długie lata nad poznaniem unikalnej psychiki psów oraz niezwykłej więzi, jaka łączy je z gatunkiem ludzkim. Efektem jego poszukiwań stała się powieść „Był sobie pies". To pełna głębokich uczuć i zdumiewająca opowieść o oddanym psie, który za życiowy cel przyjął wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości. Opublikowana w Stanach Zjednoczonych w 2010 roku, spędziła ponad 52 tygodnie na liście bestsellerów „New York Timesa" i skradła serca milionom czytelników. W Polsce ukazuje się na dwa tygodnie przed premierą jej hollywoodzkiej ekranizacji.

Reżyserii filmu podjął się Lasse Hallstrom, trzykrotnie nominowany do Oscara twórca takich przebojów jak „Czekolada", „Podróż na sto stóp", „Wciąż ją kocham" czy „Co gryzie Gilberta Grape’a”.

Chcesz wiedzieć, o czym myśli pies? Co go bawi, a co smuci, jaki ma pogląd na koty i dlaczego szczeka na sąsiada? Daj mu głos! „Był sobie pies" to wyszczekana opowieść, która wzrusza i bawi tak, jak tylko nasi czworonożni przyjaciele potrafią.  Ta bestsellerowa powieść od 1-go lutego czeka na Was w księgarniach.

źródło: mat. prasowe

środa, 1 lutego 2017

Krwawa Belle Epoque

Kraków przełomu wieków, makabryczne zbrodnie, seryjny morderca, początki kryminalistyki, tajemnicza symbolika – takie jest mroczne i niepokojące oblicze pięknej epoki. „Najdłuższa noc” Marka Bukowskiego oraz Macieja Dancewicza, autorów scenariusza serialu „Belle Epoque”, od 15 lutego w księgarniach. Bez cenzury.

Kraków, grudzień 1904 r. Na Plantach zostaje znalezione brutalnie okaleczone ciało kobiety. Przy ofierze nie ma żadnych dokumentów ani rzeczy osobistych, więc zidentyfikowanie ofiary jest niemożliwe. Trzy miesiące później dochodzi do kolejnej zdrobni. Czyżby miasto terroryzował seryjny morderca? Kraków paraliżuje strach. Miasto huczy od plotek. Mordercę należy znaleźć, zanim popełni kolejną zbrodnię.

Początek XX wieku, belle époque, czas rozkwitu nie tylko sztuki, ale także techniki. Teatr Miejski przy placu Świetego Ducha posiada własną elektrownię, po ulicach miasta jeżdżą już pierwsze automobile. W Krakowie otwiera się nowoczesne laboratorium kryminalistyczne, a informacje zdobyte dzięki nowym metodom będą miały ogromne znaczenie dla prowadzonego właśnie śledztwa. Nawet najwięksi sceptycy przyznają wkrótce, że działalność laboratorium jest imponująca.

Misternie skonstruowana intryga, morderstwa popełniane z zimną krwią, przestępczy Kraków i tajemnicza symbolika - „Najdłuższa noc” to książka, której lektura usatysfakcjonuje nawet najwytrawniejszych czytelników kryminałów. Autorzy, Marek Bukowski i Maciej Dancewicz, nie tylko przedstawiają mroczną historię i tworzą pełnokrwistych bohaterów. Pokazują również, jak rodziła się nowa epoka, jak wyglądało zderzenie postępu cywilizacyjnego i przełomu obyczajowego ze światem biedy i zabobonów.

W lutym stacja TVN wyemituje serial kryminalny „Belle Epoque”, którego scenariusz napisali autorzy „Najdłuższej nocy”. Serial, zapowiadany jako jedna z najważniejszych produkcji wiosennej ramówki, klimatem przypominający brytyjski „Ripper Street”, z pewnością trafi w gusta fanów kryminalnych opowieści. Na ekranie zobaczymy m.in. Pawła Małaszyńskiego, Magdalenę Cielecką, Weronikę Rosati oraz Olafa Lubaszenkę.


Tego ranka, 14 grudnia 1904 roku, ulice Krakowa i same Planty były właściwie puste. Pilejczyk nie marnował czasu i błyskawicznie przechodził od latarni do latarni. Mrozu nie było, ale panował chłód i przenikliwa wilgoć. Mijając jedną z ławek w pobliżu Barbakanu, spostrzegł siedzącą na niej kobietę. Minął ją, ale zawrócił. Zastanowiła go ta siedząca na zimnie postać. Ubrana była w prostą jasnobrązową sukienkę, bez płaszcza czy jakiejkolwiek narzutki. Siedziała nieruchomo, głowę miała okręconą chustą, w rękach, ułożonych symetrycznie na udach, trzymała jakąś nędzną torebkę. Nie ruszała się. Podszedł, chwilę się jeszcze kobiecie przypatrywał.
 
– Nic wam nie jest…? – zapytał.
 
Kobieta nie zareagowała.
 
– Słyszycie mnie?
 
Latarnik w końcu ujął rękę siedzącej kobiety i próbował ją unieść. Ręka opadła bezwładnie. Pilejczyk znieruchomiał, nie wiedział, co ma teraz zrobić. Rozejrzał się, ale wokół nie było nikogo. Delikatnie odsunął chustę z twarzy kobiety. Zobaczył okropność...
(fragment książki)


Kilka słów o autorach:
Marek Bukowski - absolwent PWST w Krakowie. Zagrał kilkadziesiąt ról filmowych i telewizyjnych. Pisuje scenariusze, reżyseruje filmy i seriale. Ma dwóch synów - Marcina i Szymona.

Maciej Dancewicz - ukończył historię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Autor wielu tekstów historycznych publikowanych m.in. na łamach „Rzeczypospolitej”, „Mówią Wieki”. Reżyser i scenarzysta filmów dokumentalnych. Zdarzyło mu się czasem być aktorem.

Marek Bukowski oraz Maciej Dancewicz są pomysłodawcami oraz twórcami scenariusza serialu kryminalnego „Belle Epoque”, który zostanie wyemitowany w lutym na antenie TVN. To pierwszy kostiumowy serial stacji TVN. 


źródło: mat. prasowe