piątek, 30 listopada 2012

RECENZJA: Greg Marinovich i Joao Silva, Bractwo Bang Bang [The Bang Bang Club, 2000]

Greg Marinovich i Joao Silva, Bractwo Bang Bang [The Bang Bang Club, 2000]
Nieczęsto sięgam po książki oparte na faktach. Jeśli już takowa trafia w moje ręce, z reguły jest to biografia jakiejś ogólnie znanej osoby. Natomiast historie napisane przez samo życie i przelane na kartki papieru rzadko mam okazje czytać. Bardzo żałuję z tego powodu, ponieważ w życiu ludzi spotykają różne, często niezwykłe historie. Jedną z nich jest bez wątpienia historia grupy reporterów wojennych: Gregora Marinovichowa, Joao Silva, Kena Oosterbroeka i Kevina Cartera zwanych jako Bractwo Bang Bang.

W schyłkowym, wyjątkowo brutalnym okresie apartheidu w Republice Południowej Afryki czterech niezwykłych młodych fotografów – przyjaźniących się i zarazem rywalizujących ze sobą – tworzy grupę, w ramach której wspólnie przekazuje światu relację z rozgrywającego się na ich oczach pandemonium okrucieństwa. Ta wyjątkowo mocna, wstrząsająca i miejscami drastyczna opowieść spisana przez dwóch, jako jedynych nadal żyjących, członków grupy, stanowi szczegółowy opis pracy fotoreporterów na tle przemian zachodzących w kraju na drodze ku demokracji. Bractwo Bang Bang traktuje o wyjątkowo trudnych dylematach moralnych, przed którymi stają korespondenci wojenni. Gdzie przebiega granica między ambicją i odpowiedzialnością zawodową a człowieczeństwem? W którym momencie należy odłożyć aparat i z obserwatora stać się uczestnikiem wydarzeń? Oto żywe, wyjątkowo osobiste spojrzenie na wojnę autorstwa dwóch mężczyzn, których życie i praca najlepiej świadczą o tym, do czego zdolny jest dziennikarz, by dotrzeć do prawdy.

Ta historia oparta na faktach nie jest tylko niezwykła, ale również bardzo bolesna i brutalna. Choć wydarzenia opisane w książce miały miejsce wiele lat temu to nadal w pewnym sensie są aktualne i brzmią równie bestialsko jak przed laty. Niewątpliwą zaletą powieści jest przystępny język, jakim została ona napisana. Autorzy oraz Wojciech Jagielski jako tłumacz, postarali się o to, żeby Bractwo Bang Bang od pierwszej strony intrygowało i nie pozwalało oderwać się od lektury. Ciekawym i wartym uwagi dodatkiem jest wkładka ze zdjęciami zrobionymi przez ową grupę fotografów. Poza tekstem, w którym autorzy opowiadają swoją historię możemy jeszcze obejrzeć obrazy realiów panujących w tamtych czasach na terenie RPA.

Niewątpliwie fabuła Bractwa Bang Bang nie jest łatwa i zawsze przyjemna, ale naprawdę warto przeczytać tę książkę. Zmusza ona do refleksji nad wieloma aspektami, takimi jak życie ludzi w państwie pogrążonym wojną, jak i nie zawsze prostym i przyjemnym zawodem fotoreportera.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania tejże książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN

6 komentarzy:

  1. Do książki nie trzeba mnie przekonywać, już od jakiegoś czasu na nią poluję. Mimo to miło przeczytać, że się podobała :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem osobą, której czytanie takich książek przychodzi z trudem. Zawsze mam gdzieś w głowie, że są oparte na faktach i najczęściej po lekturze jestem bardzo przygnębiona :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zamierzam przeczytać, ale chyba dopiero po świętach, bo teraz ciągle nie potrafię wygospodarować dodatkowego czasu na tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka na pewno jest bardzo ciekawa, ale pewnie też niełatwa w lekturze. Na pewno się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Twoją opinią w zupełności. ;)

    OdpowiedzUsuń