sobota, 9 marca 2013

RECENZJA: Marina Anderson, Przystań Posłuszeństwa [Haven of obedience, 2000]

Lektura Przystani Posłuszeństwa Mariny Anderson stanowiła moje pierwsze doświadczenie z literaturą erotyczną. Czy udane? Odpowiedź znajdziecie poniżej...

W pierwszym rozdziale niniejszej książki poznajemy Jane, która jak się za chwilę okazuje nie jest główną bohaterką, lecz stanowi jakoby postać wprowadzającą w sedno akcji. Główną bohaterką Przystani Posłuszeństwa jest zaś Natalie, przyjaciółka Jane, która dzięki niej decyduje się spędzić dwa weekendy w Przystani. Toteż wraz z Natalie wyruszamy na wieś, do malowniczo usytuowanej posiadłości, gdzie odkryje prawdziwą rozkosz. Jej seksualność i pragnienia rozbudzi w niej Simon, tamtejszy nauczyciel, którego głównego bohaterka zaintryguje nie tylko na polu zawodowym, lecz również prywatnym. Jednakże wszelkie bliższe kontakty między instruktorami a klientami Przystani są zabronione. Czy Natalie i Simon złamią tę zasadę w imię pożądania? Czy nawiążą namiętny romans? Tego dowiecie się w trakcie lektury Przystani Posłuszeństwa.

Wracając do postanowionego na początku tejże recenzji pytania, czy moje pierwsze doświadczenie z lit. erotyczną było udane, muszę odpowiedzieć niestety przecząco. Na mój negatywny odbiór takowej literatury złożyło się kilka czynników. Przede wszystkim niejednorodność stylistyczna, która zaburza odbiór utworu. Z jednej strony mamy do czynienia z narracją na dość dobrym poziomie, z drugiej zaś odnajdujemy kontrastujące z nią kolokwializmy i wtrącenia mowy potocznej (moim zdaniem nazwy narządów rozrodczych stosowniej byłoby określać słownikowo aniżeli kolokwialnie). Zachowawczość i dynamizm pojawiają się w opozycji do wulgaryzmu i niesmaku. Ponadto fabuła jest nader prosta, wręcz banalna, co również nie trafiło w mój gust. Autorka skupiła się tylko i wyłącznie na wątku erotycznym, pomijając wręcz jakąkolwiek akcję poza nim. Nie twierdzę, że to rażący błąd. Niemniej w przypadku, gdy cała historia jest na niskim poziomie, i owszem. Wśród tychże niedociągnięć znalazłam również pozytyw, a mianowicie - obrazowość opisów. Z łatwością możemy wyobrazić sobie daną sytuację, ubiór czy pejzaż. Nota bene literatura erotyczna powinna tak właśnie oddziaływać na odbiorcę. Na pochwałę zasługuje także kreacja głównej bohaterki, w której obecny jest psychologizm postaci. Natalie to dynamiczna bohaterka, gdyż przechodzi przemianę zarówno psychiczną, fizyczną, jak i emocjonalną.      

Reasumując, Przystań Posłuszeństwa nie wywarła na mnie dobrego wrażenia, głównie ze względu na niejednorodność stylistyczną (wulgaryzm języka). Poza banalną akcją, nie jest to tak do końca pusta lektura. Możemy z niej wynieść przemyślenia na temat własnego spełnienia i przyczyn jego braku, które nie muszą kryć się tylko i wyłącznie w naszej seksualności. Nie twierdzę w tym miejscu, że książką ta jest doskonałym poradnikiem. Zwracam jedynie uwagę na korzyść płynącą z jej lektury, ale nie w sensie stricte dydaktycznym. Toteż jeśli lubicie erotyczne opowiadania, skupione głównie na wątku rozkoszy cielesnych, to Przystań Posłuszeństwa powinna przypaść Wam do gustu.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję   

4 komentarze:

  1. Książkę mam, więc zamierzam w wolnej chwili przeczytać. Jestem więc ciekawa, jak ją odbiorę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że ta książka nie przypadła Ci do gustu. Ja niedługo się za nią wezmę, bo wciąż brak mi czasu i sprawdzę, czy będę miała podobne odczucia do Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubie lekturę erotyczną ale widać ta lektura nie będzie za fajna...:)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja mimo wszystko spróbuję tego wydania erotycznej książki :)

    OdpowiedzUsuń