czwartek, 18 lipca 2013

RECENZJA: Jasper Fforde, Ostatni Smokobójca [The Last Dragonslayer, 2010]

Przepis na Smokobójcę: do koncepcji świata rodem z Harry’ego Pottera dodać szczyptę humoru à la Pratchett, całość zamieszać ze zwrotami akcji z powieści Agathy Christie. Następnie dusić na smoczym ogniu w sosie z klimatu Wysp Brytyjskich. Nie ukrywam, że ta zachęta zabrzmiała bardzo "smacznie" i intrygująco dla mnie, dlatego postanowiłem przekonać się jaki naprawdę jest Ostatni Smokobójca.

W starych dobrych czasach magia była potężna i niezastąpiona: pomagała obronić królestwo przed najeźdźcą i przeczyścić zatkany odpływ. Ale dzisiaj środek do udrażniania rur jest tańszy niż zaklęcie, a na latających dywanach rozwozi się pizzę. Splendor magii zanika, czarowanie powszednieje, bo i moce już nie te same. Zupełnie niespodziewanie czarodziejów nawiedzają prorocze wizje, a wraz z nimi rośnie magiczna energia. Co z tym wszystkim ma wspólnego ostatni smok, którego śmierć przepowiedziano? Odpowiedź na to pytanie znaleźć może jedynie nowo mianowany Smokobójca:  nastoletnia Jennifer, która wkrótce ma się dowiedzieć, że z wielką mocą w parze idzie równie wielka odpowiedzialność. Dziewczyna w towarzystwie ukochanego Kwarkostwora wyrusza na przygodę swojego życia kuloodpornym rolls-royce’em, nie wiedząc, co na nią czeka za granicami Smoczych Ziem.

Powieść Ostatni Smokobójca okazała się książką dla osób młodszych, ale również tych trochę starszych. Prostota języka oraz jego przystępność nie powinny sprawić nikomu trudności podczas jej lektury. Każda z postaci jest sympatyczna i na swój sposób mądra, dlatego trudno nie polubić chociażby głównej bohaterki - Jennifer Strange. Kieruje się ona przede wszystkim sercem oraz ma ogromne poczucie odpowiedzialności, a właśnie takie cechy są bardzo cenne i warto przypominać o nich swoim dzieciom. Cała powieść została wzbogacona angielskim humorem, który każdemu powinien przypaść do gustu. Ta książka to idealna rozrywka zarówno dla chłopców, jak i dziewczynek. Niejednokrotnie może pojawić się na twarzy uśmiech w trakcie jej czytania. Pomysł autora na połączenie czasów średniowiecznych ze współczesnością może wydać się dość niekonwencjonalny, ale uwierzcie mi na słowo, że był to bardzo interesujący i udany pomysł. Ciekawym dodatkiem są również ilustracje wykonane przez Roberta Sienickiego.

Pierwsza powieść z serii Kroniki Jennifer Strange to bardzo ciekawa lektura. Na pewno sięgnę po kontynuację Ostatniego Smokobójcy, bo zapowiada się ona bardzo obiecująco. Widać, że książka ta jest skierowana głównie do młodszych czytelników, lecz w jej przypadku nie istnieje granica wiekowa i każdy może po nią sięgnąć. Ostatni Smokobójca to po prostu ciekawa przygoda i spora dawka dobrego humoru.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania tejże książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN

2 komentarze:

  1. Nie słyszałam jeszcze o tej książce, ale chętnie przeczytam. Może mi się spodoba :)

    in-corner-with-book.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Osobiście jej nie kupię, ale z bibliotecznej półki wydrapię jak tylko zobaczę ;-)

    OdpowiedzUsuń