środa, 18 grudnia 2013

RECENZJA: Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Podróż do miasta świateł. Rose de Vallenord (2013)

Tak bardzo wyczekiwałam premiery drugiego tomu Podróży do miasta świateł. Potem równie niecierpliwie czekałam, aż znajdę czas na lekturę tejże powieści. Kiedy w końcu go znalazłam i po raz kolejny weszłam do świata Roży z Wolskich, a w owym tomie - Rose de Vallenord, doznałam lekkiego rozczarowania. Jednakże o tym za chwilę.

Drugi tom Podróży do miasta świateł to opowieść o dalszych losach Róży z Wolskich. Tym razem główna bohaterka poślubia młodszego księcia z rodu Vallenordów i tym samym zaczyna nowe, dotąd nieznane jej życie w zamku. Kobieta uczy się etykiety, manier i poprawnego wysławiania się. Jest to dlań niebywały trud, lecz stara się nie zawieść męża. Wraz z nią i księciem w zamku mieszka również przybrana córka Rose - Luci. Życie kobiety nie jest - jak się szybko okazuje - sielanką. Młody Vallenord szybko pokazuje swoją prawdziwą twarz i bohaterka musi zmagać się z jego furiami oraz zdradami. Sama zaś czuję się w jego posiadłości jak więzień. Złym emocjom nie może nawet dać upustu poprzez sztukę, gdyż została one jej zakazana przez męża. Róża postanawia zerwać w końcu pęta, które ją zniewalają. Decyduje się na desperacki krok - ucieka od męża.

Z kolei na drugim planie, tym współczesnym, ponownie spotykamy się z Niną oraz jej przyjaciółmi - Igą i Xavierem Toroszyn. W tym tomie bohaterka wyrusza do Paryża, gdzie ma zamiar zgłębić wiedzę o Rose de Vallenord. W tym celu odwiedza muzeum, w którym pracuje jej francuska przyjaciółka - Zoe, udaje się także na grób malarki oraz przegląda archiwa w poszukiwaniu cennych informacji. Są to niestety mało efektywne zajęcia. Dopiero spotkanie z pewnym człowiekiem pozwala jej poznać zaskakujące fakty. Znajomość ta jest jednak niebezpieczna.

Drugi tom Podróży do miasta świateł to nie tylko kontynuacja wątków głównych bohaterek, ale również powielenie formy utworu. Jak już wspomniałam, doświadczamy podwójnej narracji. Jedna związana jest z wydarzeniami z przełomu XIX/XX wieku, druga zaś z 2011 roku. Obie płaszczyzny czasowe krzyżują się, wprowadzając czytelnika w niczym sinusoidalny odbiór zdarzeń. Osobiście lubię takowy zabieg, gdyż uważam, iż wymaga od odbiorcy skupienia na lekturze, a także wpływa na zainteresowanie nią. Język zaś - nader literacki - służy niewątpliwie wysokiej estetyzacji dzieła. Niestety, gdzieś pomiędzy walorami dotyczącymi formy, zanika intrygująca treść. Owszem, narracja skupia się wokół ciekawych sytuacji, lecz w wielu miejscach można odczuć, iż autorce zabrakło pomysłu na rozwinięcie danej kwestii. Nie podobało mi się również poprowadzenie fabuły w kierunku stricte sensacyjnym. Niektóre wydarzenia były iście kuriozalne i kontrastowały z dawną, dobrze zbudowaną opowieścią o losach Róży. Mamy tu widoczną zmianę klimatu. Moim zdaniem niekoniecznie pozytywną i potrzebną. Pierwszy tom tejże powieści pod tym względem był klarowną całością, utrzymaną w realistycznej konwencji. Niemniej nie mogę zarzucić, iż kolejny utwór Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk nie jest dobrą prozą. Otóż niezaprzeczalnie jest i z tego względu warto się z nią zaznajomić.

Reasumując, Podróż do miasta świateł. Rose de Vallenord to kolejny dowód literackiego kunsztu Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Powieść zaciekawia, miejscami bawi i emanuje paryskością. Czytelnik przenosi się niewątpliwie w inny świat, a dokładnie w dwa odmienne światy, które autorka doskonale obrazuje, flirtując z piórem i przelewając na kartki papieru wytwory swojej wyobraźni. Jednym słowem jest to pozycja godna polecenia. Dla miłośników prozy obyczajowej wręcz obowiązkowa.

5 komentarzy:

  1. U mnie czeka na przeczytanie :) Taki rodzynek na świątecznym torcie będzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za takimi książkami, ale czasem nachodzi mnie chęć na odpoczynek od fantastyki i po różne rzeczy wtedy sięgam, więc może właśnie w takiej przerwie... : )
    Jak Wam idą przygotowania do świąt? : )

    OdpowiedzUsuń
  3. podzielam opinię zawartą w recenzji,książkę przeczytałam w jeden dzień

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo podobał mi się drugi tom, nawet z ułamkiem sensacji w stylu Arsene Lupin.
    Oczekiwałam jednak, że obie postaci Niny i Rose w jakiś sposób połączy wspólny wątek lub przodek i trochę się rozczarowałam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wonderful work! This is the kind of info that should be shared around the internet.
    Disgrace on the seek engines for now not positioning this
    post upper! Come on over and talk over with my site .
    Thanks =)

    my web site: irctc page

    OdpowiedzUsuń