piątek, 28 marca 2014

RECENZJA: Robert Kirkman i Jay Bonansinga, Żywe Trupy. Upadek Gubernatora cz. 1 [The Walking Dead: The Fall of the Governor: Part One, 2013]

Kiedy serial staje się dość monotonny i brak w nim zaskakujących zwrotów akcji, nie trzeba wcale zapominać o The Walking Dead. Robert Kirkman pracuje na kilku płaszczyznach, aby w dalszym ciągu fascynować jego oryginalną opowieścią. Dowodem na to jest jego najnowsza powieść, którą po raz kolejny stworzył z pomocą Jay'a Bonansinga.

Philip Blake przebył drogę przez piekło. Teraz stoi na czele jednego z ostatnich bastionów ludzkości. Raz już próbowano położyć kres jego dyktaturze. Niestety bezskutecznie. W końcu nadszedł jednak czas upadku Gubernatora. Woodbury już nigdy nie będzie takie jak wcześniej. Być może do miasteczka zawita w końcu praworządność.

Po przeczytaniu tej książki odłożyłem ją na półkę i pomyślałem co takiego różni ją od serialu. Moim zdaniem, przede wszystkim element zaskoczenia, którego zawsze szukam w powieściach. Ta opowieść może nie mieć końca, choć kolejni bohaterowie umierają. Kirkman stara się jak może, aby jego historia nie umarła. Trzeba przyznać, że bardzo dobrze mu to wychodzi, a starania nie idą na marne. Trudno tutaj mówić o swego rodzaju uniwersum The Walking Dead, ale wszystkie trzy książki, które dotychczas zostały opublikowane są świetnym uzupełnieniem. Nie spodziewajmy się jednak niczego przełomowego.

Myślę, że zamysłem napisania tych książek było uzupełnienie faktów, o których nie można było wspomnieć w serialu, zapewne ze względu na cenny czas antenowy i ograniczoną liczbę odcinków. Zauważyłem również, że akcja serialu rysuje się w kształcie paraboli. Początek każdego sezonu to boom, później akcja zwalnia, zaczyna robić się nużąca i dopiero w ostatnich dwóch odcinkach znowu nabiera tempa. Z tą książką jest jak z przeciętym samochodem, których pełno na drogach. Zanim weźmiesz ją do rąk jest czerwone światło, kiedy ją otwierasz zapala się żółte, ale gdy w końcu pojawia się zielone światło zaczynasz czytać pierwszy rozdział i z każdą kolejną stroną akcja przyspiesza, jak samochód, który zmierza do celu. Nabiera ona takiego rozpędu, że kiedy dotrzemy do samego końca, a uwierzcie mi, że nie jest to wcale trudne, chcemy wiedzieć co będzie dalej. Zakończenie jest po prostu doskonałe.

Mógłbym wymyślać, czepiać się i wymieniać słabe punkty tej powieści, ale nie ma to zupełnie sensu. Nie ma rzeczy idealnych, a w przypadku The Walking Dead: Upadek Gubernatora bardzo przyjemnie spędziłem czas i przecież o to właśnie chodziło. Teraz pozostaje tylko obejrzenie ostatniego odcinka sezonu i czekanie na drugi tom, który podobno ukaże się jesienią.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania tejże książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN

4 komentarze:

  1. Zdecydowanie wolę oglądać The Walking Dead : )

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jednak zostaję przy serialu. Jest naprawdę nieźle zrealizowany i nie chce sobie mieszać fabuły - w końcu książka jest chyba odrobinę różna od serialu. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja serialu nie oglądałem i postanawiam to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń