niedziela, 25 maja 2014

RECENZJA: Eric-Emmanuel Schmitt, Małżeństwo we troje [Les deux messieurs de Bruxelles, 2012]

Zapewne trudno w to uwierzyć, ale jak dotąd nie przeczytałam żadnej książki autorstwa Erica-Emmanuela Schmitta. Pisarz ten kojarzył mi się jedynie z opowieścią Oskar i pani Róża, której nota bene także nigdy nie przeczytałam. Toteż przy okazji premiery Małżeństwa we troje uznałam, że przyszedł w końcu czas na zapoznanie się z twórczością tegoż autora. 

Eric-Emmanuel Schmitt - francuski dramaturg, eseista i powieściopisarz - to postać nader znana i ceniona nie tylko w kręgach pisarskich. Jego dorobek artystyczny to zarówno utwory pisane prozą, jak również sztuki teatralne. Schmitt to także filozof z wykształcenia oraz laureat nagrody Grand Prix du Théâtre de l'Académie Française (2001) oraz Nagrody Goncourtów w kategorii opowiadania za zbiór opowiadań Trucicielka (2010).

Małżeństwo we troje to zbiór pięciu opowiadań, których esencję stanowią głęboko skrywane uczucia oraz relacje z najbliższymi, a w narracji każdego z nich odnajdziemy nutę refleksji oraz filozoficzne spojrzenie na świat. Ponadto opowiadania te cechuje nie tylko różnorodność tematyczna, ale również poniekąd gatunkowa. Opowiadanie zatytułowane Pies zawiera w sobie elementy wspomnieniowe, spisane w formie listu. Z kolei na przykład Serce w popiele to pod koniec naprawdę dobry fragment prozy sensacyjnej. Owa różnorodność fabularna stanowi niewątpliwie urozmaicenie formy, lecz o wiele ciekawsza wydaje się treść, podejmująca refleksję nad kondycją ludzką. To człowiek, jego zachowanie oraz interakcje są motywem przewodnim zbioru tychże opowiadań.

Wszystkie opowiadania cechuje wnikliwość, interesujące przedstawienie wątków, a także fakt, iż dotykają sfery osobistej, często nader prywatnej i skrywanej przed otoczeniem. Uzewnętrzniają to, co dany bohater ukrywa, obnażają jego duszę i podejmują jawną refleksję słowem drukowanym. Nie każda opowieść mnie całkowicie zainteresowała. Nie każda ujęła swoim przekazem. Niemniej jednak Małżeństwo we troje jako zbiór opowiadań, jako dość klarowna całość, zjednało mnie sobie. Jedynie język miejscami nie spełniał moich oczekiwań. W pewnych rejonach był zbyt potoczny i stawał się widocznym kontrastem wobec spójnej narracji.

Podsumowując, moje pierwsze doświadczenia z prozą Erica-Emmanuela Schmitta mogę uznać za udane. Nie zostałam jednak na tyle uwiedziona Małżeństwem we troje, żeby czuć pozytywny niedosyt i chęć poszerzenia znajomości twórczości tegoż pisarza. Zbiór opowiadań oczywiście polecam jako dobrą i refleksyjną lekturę.


Za możliwość zrecenzowania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak
             
http://znak.com.pl

8 komentarzy:

  1. Nie przepadam za zbiorami opowiadań, ale może warto dać szansę ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z prozą Erica-Emmanuela Schmitta, ale widzę, że ten tytuł idealnie nadaje się na pierwszy raz

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Schmitta! Zawsze wprawia mnie w zachwyt prostota z jaką opowiada o wielkich rzeczach... I właśnie jestem w trakcie czytania Małżeństwa we Troje. Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo dobry, i ciągle mi mało, bo wszystkiego jeszcze nie przeczytałam, a zaczęło się od Oskara i Pani róży właśnie, polecam Trucicielka i Kiedy byłem dziełem sztuki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem dlaczego, ale bardzo ciężko czytało mi się tę książkę. Jednak mogę powiedzieć: Ma coś w sobie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Schmitta. Koniecznie muszę przeczytać "Małżeństwo we troje"!

    OdpowiedzUsuń
  7. Z prozą Schmitta zetknęłam się tylko raz, właśnie czytając "Oskara i panią Różę". Powieść spodobała mi się, mimo że nie ma nic wspólnego z moim gustem książkowym. Może warto spróbować jeszcze "Małżeństwa we troje" i się przekonać... :).

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo lubię książki tego autora, jednak tej nie miałam jeszcze okazji czytać. w każdym razie, z pewnością po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń