sobota, 9 sierpnia 2014

RECENZJA: Anna Jansson, Ofiary z Martebo [Silverkronan, 2002]

Ofiary z Martebo, autorstwa swedzkiej pisarki - Anny Jansson. to nader poczytna powieść. Sprzedaż tegoż kryminału przekroczyła w Szwecji 50 tys. egzemplarzy. Czym zyskał sobie taką przychylność u czytelników?

Być może stało się tak za sprawą realnych miejsc akcji, a może ze względu na dobrze poprowadzony wątek kryminalny. Niemniej Ofiary z Martebo intrygują od pierwszej strony i nie pozwalają czytelnikowi na poczucie znużenia.

Powieść rozpoczyna się od dość sielskiego opisu. Poznajemy jedną z bohaterek - Monę, jej męża - Wilhelma i tego trzeciego, czyli nieznanego mężczyznę, mordercę i bliską Monie postać. To właśnie kobieta jest świadkiem zbrodni, której poprzez pomoc w zacieraniu śladów staje się współwinna. Zanim jednak czytelnik dowie się, kto jest mordercą Wilhelma, poznaje wiele historii z przeszłości. Są one nader ważne, gdyż stanowią odniesienie i często wyjaśniają aktualny bieg zdarzeń. Ponadto, żeby odpowiednia osoba została zdemaskowana, muszą umrzeć dwie niewinne postaci. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Maria Wern. Czy uda jej się znaleźć mordercę? Jego osoba okaże się nader zaskakującą postacią. Zwiedzie ona niejednego bacznego czytelnika! 

Ofiary z Martebo posiadają niewątpliwie ciekawą oś konstrukcyjną. Poza głównym, kryminalnym wątkiem mamy również do czynienia z licznymi retrospekcjami, o których wspomniałam już w poprzednim akapicie. To one urozmaicają treść i stanowią interesujące przerwy w bieżącej akcji. Ponadto powieści tej nie można odmówić opisowego języka i związanych z nim ciekawych obrazów zarówno z życia bohaterów, jak i opisów przyrody. Z kolei utrzymywanie czytelnika w niewiedzy dotyczącej prawdziwego mordercy, mające kres prawie na ostatniej stronie kryminału, również zasługuje na plus. Tak samo jak stopniowo szkicowane portery bohaterów kryminalnej opowieści.    

Podsumowując, Ofiary z Martebo pióra Anny Jansson to dobrze napisany kryminał. Nie sprawił co prawda, że nie potrafiłam się odeń oderwać, jednakże skutecznie i stopniowo zarazem zaciekawiał mnie strona po stronie. Zaliczyłabym go do lekkiej kryminalnej powieści. Idealnej jako wakacyjny czy też weekendowy umilacz.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu

4 komentarze:

  1. Bardzo mi się podoba okładka tej książki :D I może się kiedyś skuszę na lekturę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytam kryminałów, więc i za ten nie sięgnę. ;)
    Mam wrażenie, że okładki wszystkich kryminałów są do siebie irytująco podobne. Jednocześnie nie wyobrażam sobie przedstawienia ich w inny sposób. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam tej autorki, ale to się chyba niedługo zmieni :)
    pozdrawiam
    tommy z Samotni

    OdpowiedzUsuń