niedziela, 15 marca 2015

RECENZJA: Louise Penny, Martwy punkt [Still Life, 2005]

Dzisiaj przedkładam Wam recenzję kolejnego kryminału, jaki przeczytałam w ostatnim czasie. Coraz częściej sięgam po tenże gatunek w ramach lektury do poduszki, gdyż lubię poruszyć moje szare komórki i wraz z głównym bohaterem rozwiązywać zagadkę śmierci. Kryminały mają też coś w sobie. Są ciekawą syntezą. Często łączą intrygującą opowieść kryminalną z bacznymi obserwacjami codzienności oraz różnymi wątkami obyczajowymi.  

Martwy punkt Louise Penny pod tym względem bliższy jest tradycyjnemu kryminałowi, osnutemu wokół wielowątkowej zagadki. Niemniej również posiada "to coś", co absorbuje, chociaż nie od pierwszej strony. O tym jednak za chwilę.

Autorka Martwego punktu, Louise Penny, jest kanadyjską pisarką i twórczynią bestsellerowej serii kryminałów z inspektorem Armandem Gamachem w roli głównej. Powyższa powieść to pierwsza część opisująca śledztwa inspektora z Montrealu. W tymże tomie przenosimy się do cichego i urokliwego miasteczka nieopodal Montrealu - Three Pines. Niestety sielski obraz tejże miejscowości zakłóca tajemnicza śmierć - cenionej i lubianej przez wszystkich, emerytowanej nauczycielki - Jane Neal. Jak się później okazuje, kobieta została zamordowana poprzez nader celny strzał z łuku. Śledztwo prowadzi wyżej wspomniany bohater wraz z zespołem. Miasteczko Three Pines, pełne życzliwych i zarazem różnorodnych mieszkańców, zmienia się w kryjówkę mordercy. Czy faktycznie jest nim ktoś miejscowy? Czy inspektor Gamache powstrzyma go przed kolejną zbrodnią? Przekonajcie się sami.

Szczerze powiedziawszy, początkowo fabuła Martwego punktu średnio do mnie przemawiała. Wydawała mi się bezbarwna i mało interesująca. Podobnie rzecz miała się z akcją tegoż utworu. Mało wartka, wręcz powolna, nie zyskała we mnie sojusznika. Czekałam na punkt zwrotny, lecz na darmo. Aż w połowie powieści coś drgnęło. Wątki na tyle się skrzyżowały, iż potrafiły mnie zaintrygować. Lektura Martwego punktu stała się absorbująca, aż po ostatnią stronę.

W kwestii kreacji bohaterów również mam jedno "ale". Według mnie postacie są przewidywalne, a ich portrety zbyt powierzchowne. Niemniej interesujący wydaje się wizerunek głównego bohatera, którego niestety dość lakonicznie poznajemy w pierwszym tomie jego przygód. Armand Gamache to przede wszystkim skuteczny inspektor i elegancki mężczyzna w średnim wieku. Jedną z metod, jakie stosuje podczas śledztwa, jest uważna obserwacja. Co więcej, główny bohater bardzo lubi chwile, gdy może oddać się swobodnym kontemplacjom otaczającej go codzienności. O tymże upodobaniu i metodzie śledczej zarazem czytamy w powieści Penny, co następuje:        

Armand Gamache siedział na ławce, obserwując ptaki, a jeszcze bardziej wioskę. Na jego oczach osada Three Pines wyhamowała. Intensywna żywotność, ruch i energia zostały przytłumione. Głosy się ściszyły, kroki zwolniły. Gamache rozparł się wygodnie i zaczął robić to, co zawsze wychodziło mu najlepiej. Obserwował. Chłonął ludzi, ich twarze, ich zachowanie i jeżeli miał możliwość, także to, co mówili, chociaż byli na tyle daleko od jego ławki na skwerze, że nie mógł zbyt wiele usłyszeć. Widział jednak, kto kogo dotykał, a kto nie dotykał. Kto obejmował, a kto jedynie podawał rękę. Kto miał zaczerwienione oczy, a kto zdawał się zaprzątnięty swoimi sprawami jak zwykle. 
(L. Penny, Martwy punkt, Wydawnictwo JK, Łódź 2014, s. 70)

Oceniając Martwy punkt, nie sposób pozostać obojętnym wobec nakreślonych przez Penny obrazów miasteczka, a także panujących weń zwyczajów. Opisy nie są zbyt szczegółowe, lecz doskonale działają na wyobraźnię i budują tło wydarzeń, mających miejsce w Three Pines. Czasem przygotowują czytelnika na zwrot akcji, który za chwilę ma nastąpić. Innym razem zapowiadają zmianę nastroju czy też charakteru wydarzeń. Jednym słowem, doskonale współgrają z akcją.

Reasumując, Martwy punkt autorstwa Louise Penny to niewątpliwie ciekawa pozycja wśród powieści kryminalnych. Mimo, iż początkowo akcja dość mozolnie się rozwija, późniejsza lektura staje się nader intrygująca. Penny swobodnie krzyżuje wątki i myli czytelnika. Prawie do samego końca utwierdza nas, że mordercą jest ktoś zupełnie inny. Nie dajcie się zwieść pozorom! Przekonajcie się sami, czy Was także zdezorientuje. 

Za możliwość zrecenzowania niniejszej pozycji 
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria 
http://wydawnictwofeeria.pl/pl
            

3 komentarze: