poniedziałek, 4 maja 2015

RECENZJA: Kathryn Taylor, Barwy milości (Wydawnictwo Akurat, 2015)

Po nader entuzjastycznym przyjęciu trylogii E.L. James o płomiennym romansie Any i Christiana, rynek wydawniczy ogarnął boom na powieści erotyczne. Jego pokłosiem są oczywiście liczne pozycje inspirowane wyżej wspomnianą serią. Do tejże grupy zaliczyć należy również recenzowane przeze mnie Barwy miłości Kathryn Taylor, które - jak głosi wydawca - są najgorętszą powieścią erotyczną od czasów Pięćdziesięciu twarzy Greya. Czy jest to faktycznie słuszna ocena? Czy moze zwykły chwyt marketingowy? Odpowiedź przedstawiam kilka akapitów poniżej.

Osobiście stronię od powieści erotycznych, gdyż nie jestem entuzjastką tegoż gatunku literackiego. Naiwna fabuła i wulgaryzm językowy skutecznie mnie doń zniechęciły. Na szczęście wśród powieści erotycznych są naprawdą interesujące wyjątki. Należy doń właśnie powieść Kathryn Taylor.

Akcja Barw miłości rozgrywa się w eklektycznym Londynie, do którego z Chicago przylatuje główna bohaterka powieści - Grace Lawson. Młoda studentka ma odbyć praktyki w firmie bogatego i aroganckiego Jonathana Huntingtona. W ramach zbiegu okoliczności swojego pracodawcę poznaje już pierwszego dnia pobytu w stolicy Wielkiej Brytanii. Faux pas, którego Grace dopuszcza się na lotnisku skutkuje zafascynowaniem postacią Jonathana. Mężczyzna również nie pozostaje obojętny wobec nowej praktykantki. Składa więc młodej studentce propozycję bliskiej współpracy, a mianowicie pełnienia funkcji jego asystentki. Grace nie może uwierzyć we własne szczęście, lecz jej nowa przyjaciółka Amie - pracownica Jonathana - jest co do tego pomysłu sceptycznie nastawiona. Co więcej, ostrzega ją przed bezwzględnym pracodawcą i prosi, żeby nań uważała. Jednakże zauroczona Jonathanem Grace pragnie go coraz bardziej. W końcu namiętność bierze górę, a główni bohaterowie kontynuują gorący romans. Niestety kobieta dość szybko przekona się, że Jonathan faktycznie nie łączy seksu z uczuciami. Ponadto tajemniczy klub, który odwiedza mężczyzna, ostatecznie rozwieje jej nadzieje na prawdziwy związek.   

Barwy miłości to lekka powieść erotyczna, bardziej przypominająca romans ze śmielszymi opisami scen miłosnych. Ponadto pozbawiona wulgarności oraz infantylność charakterystycznej niektórym książkom z tegoż  gatunku, powieść Kathryn Taylor stanowi naprawdę interesującą lekturę. Lekka, miejscami dowcipna oraz dodatkowo poddana subiektywizacji narracja sprawia, że Barwy miłości są łatwe i przyjemne w odbiorze.

Jeśli zaś idzie o podobieństwo do Barw miłości do trylogii o Greyu, to owszem jest ono weń obecne. Inspiracje powieściami pani E.L. James zobserwować możemy przede wszystkim w warstwie fabularnej. Jest młoda i niedoświadczona Ona oraz przystojny, bogaty i prawie 30-letni On. Poznają się przypadkowo i od pierwszego spotkania nie pozostają wobec siebie obojętni. Dość szybko nawiązuje się między nimi niebezpieczna bliskość. Ona pragnie romantycznego związku, On ma swoje zasady i upodobania. Ona ulega, On dominuje i nie lubi sprzeciwu. Ostatecznie to Ona zrywa łączący ich układ.

Nie ulega wątpliwości, że zamieszczenie porównania do Pięćdziesięciu twarzy Greya na okładce książki służy zainteresowaniu nią czytelników i jest dobrym zabiegiem marketingowym. Niemniej moim zdaniem powieść Kathryn Taylor jest ciekawszą i znacznie lepiej napisaną lekturą aniżeli trylogia E.L. James. Ponadto otwarte zakończenie Barw miłości pozwala sądzić, iż może wkrótce doczekamy się kontynuacji tejże pozycji.

Konkludując, Barwy miłości Kathryn Taylor okazały się naprawdę interesującą i dobrze napisaną pozycją z kręgu literatury erotycznej (choć w tym przypadku bardziej romansem aniżeli powieścią erotyczną). Sama się sobie dziwię, ale dość szybko przekonałam się do tejże książki. Może zatem warto po nią sięgnąć? Przekonajcie się sami.

Za możliwość zrecenzowania Barw miłości serdecznie dziękuję
http://businessandculture.pl/

4 komentarze:

  1. Po takiej recenzji mam szczerą ochotę, nie jestem fanką tego gatunku, ale może ta powieść jednak mnie wciągnie

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie, czy tylko mnie ta książka nie przypadła do gustu. Serio, już Grey bardziej mi się podobał ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama nie wiem. Okładka zniechęca...

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi się okładka podoba..treść też brzmi zachęcająco:)

    OdpowiedzUsuń