środa, 16 września 2015

RECENZJA: Robert Galbraith, Wołanie kukułki (Wydawnictwo Dolnośląskie, 2013)

Umarli mogą mówić jedynie ustami tych, którzy nadal żyją, i za pośrednictwem pozostawionych po sobie śladów. Strike dostrzegł już żywą kobietę za słowami, które pisała do przyjaciół; usłyszał jej głos w przystawionej do ucha słuchawce. Teraz, spoglądając na ostatnią rzecz, którą widziała w życiu, poczuł dziwną bliskość ze zmarłą. Prawda powoli wyłaniała się z masy niepowiązanych ze sobą szczegółów. Brakowało mu tylko dowodu. 
(fragment powieści, s. 281)

Powyższy fragment powieści doskonale obrazuje to, co znajdziemy w pierwszej powieści Roberta Galbraitha (J.K. Rowling) zatytułowanej Wołanie kukułki - doskonale skonstruowaną fabułę, utkaną z najdrobniejszych szczegółów, a do tego intrygujących bohaterów, dozę niedopowiedzenia oraz nader klimatyczny Londyn, gdzie rozgrywa się akcja tejże pozycji. Wszystko to gwarantuje absorbującą i emocjonującą lekturę już od pierwszych stron.

Cormoran Strike - prywatny detektyw - tonie w długach, a jego życie zawodowe popadło w marazm. Brakuje mu zleceń, pieniędzy i - co gorsza - również dachu nad głową. Po definitywnym rozstaniu ze swoją narzeczoną Charlotte, detektyw musiał wyprowadzić się z jej mieszkania i postanowił zamieszkać tymczasowo w biurze. Względny spokój zakłóciło przybycie nowej sekretarki o imieniu Robin z Tymczasowych Rozwiązań. Kobieta okazała bardziej bystra i pomocna niż przypuszczał Strike. Co więcej, doskonale wczuwała się w rolę i ułatwiała prowadzone przezeń śledztwo. A sprawa nie była prosta.

Pewnego dnia do biura Cormorana zawitał John Bristow, brat znanej modelki Luli Landry. Mężczyzna, wciąż nie mogący pozbierać się po śmierci siostry, prosi Strike'a, żeby ten przeprowadził śledztwo w sprawie rzekomego samobójstwa Luli. Detektyw przyjmuje zlecenie, choć początkowo nie wierzy w wersję Bristowa jakoby było to zabójstwo. Zagłębiając się jednak w wydarzenia z owego feralnego dnia, Strike zaczyna zmieniać zdanie i postanawia znaleźć mordercę. Sprawa staje się nader skomplikowana i pełna intrygujących zdarzeń. Analityczny umysł Cormorana doskonale poradzi sobie wśród tylu zawiłości. Ale czy zdoła złapać mordercę Luli Landry?    

Świetny. Absorbujący. Doskonale skonstruowany. O Wołaniu kukułki można pisać same superlatywy. Przekonajcie się sami, jak bardzo udanym dziełem jest tenże kryminał. Polecamy!

6 komentarzy:

  1. Już od dawna mam apetyt na tę serię. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba jestem jedyną osobą, która nie odnalazła się w tej historii. Wydawała mi się przegadana, trochę naciągana. Kreacja głównego bohatera jest rzeczywiście świetna. Podobał mi się pomysł na tego bohatera. Ale cała reszta już niekoniecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zgodzę się, żeby książka była absorbująca i można o niej mówić w samych superlatywach, ale ma swój klimat i potrafi czytelnika wciągnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O wiele bardziej podobał mi się "Jedwabnik". Nie mówię, żeby ta część była zła, o nie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam na półce, ale ciągle bije się z myślami, czy ją czytać... Widziałam tak wiele różnych opinii na jej temat :)

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
  6. Już od tak dawna mam w planach.. muszę w końcu przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń