poniedziałek, 30 listopada 2015

RECENZJA: Katarzyna Krenz, Julita Bielak; Księżyc myśliwych (Znak, 2015)

Dwie autorki, dzielące je tysiące kilometrów, dwa lata, niezliczona ilość listów, brak spotkania. W ten oto sposób powstało niezwykłe dzieło, jakim jest Księżyc myśliwych autorstwa Katarzyny Krenz i Julity Bielak. Co więcej, tak również narodziła się fikcyjna, fryzyjska wyspa Sylt, na której rozgrywa się akcja powyższej pozycji.

Opowieść zaczyna się niewinnie. Dzień jak co dzień na wyspie Sylt. Do szpitalu zostaje przywieziony pobity młody mężczyzna. Na oddziale nocny dyżur kończy właśnie pielęgniarka - Eva Waltzer. W drodze powrotnej wstępuje jak zwykle na poranną kawę do restauracji Johannesa. Pozornie każdy z mieszkańców zajmuje się swoimi codziennymi obowiązkami. Jednakże spokój wyspiarzy zostaje zakłócony. Po pierwsze wcześniej nadmienionym wypadkiem. Po drugie pojawieniem się nowych postaci.

Wstał trochę zbyt gwałtownie. Za dużo pytań. Mężczyzna przy sąsiednim stoliku miał rację. Pytania są niebezpieczne, dotykają, odsłaniają prawdę, budują więzi. Pociągają za sobą następne pytania. A on nie był gotowy.
fragment powieści, s. 97

Komisarz Herzog z pomocą Vincenta - przyjaciela i jednego z mieszkańców wyspy - próbuje rozwikłać sprawę pobicia młodego mężczyzny, który z niewiadomych powodów przyjechał na wyspę. Co więcej, policjant stara się połączyć w racjonalną całość inne wydarzenia, mogące mieć wspólną oś. Z dnia na dzień śledztwo okazuje się coraz bardziej zawiłe i sięgające dosłownie w głąb morza. Kluczowe stanie się rozwiązanie zagadkowej śmierci na morzu męża Evy Waltzer - Thomasa. Jego córka, Sophie, również zniknie bez śladu. Jaką tajemnicę skrywa fryzyjska wyspa Sylt? Czy Herzog ją rozwiązane i przywróci zakłócony nagle spokój? Przekonajcie się sami.  

Księżyc myśliwych to niewątpliwie nader interesująca pozycja. Jest to książka-zagadka, która łączy cechy dobrej powieści z intrygującym kryminałem. Podstawę starannie nakreślonej historii stanowi północny klimat - wraz z morskim krajobrazem, wyspiarską atmosferą oraz kulturą. Autorki nie tylko świetnie oddały tenże klimat, lecz również postanowiły przedstawić czytelnikowi nieco odmienną formę kryminału. Zręcznie połączyły różne formy narracji, tworząc w konsekwencji bardzo różnorodne i ciekawe dzieło. 

Żywioł morza to potężna siła: zagarnia statki, pochłania ofiary, pożera setki metrów lądu, plaże, wydmy, domy. Drzewa łamie, a nawet wyrywa z korzeniami. Sztormy zmiotły z powierzchni takie miasta jak Westerland czy Łeba; te współcześnie istniejące to kolejne wcielenia, odbudowane obok tamtych zatopionych, na pewniejszym gruncie, choć nadal blisko morza.
fragment powieści, s. 114

Na pochwałę zasługuje również warstwa tekstualna oraz obecność licznych odniesień do innych tekstów kultury czy też postaci. Biorąc pod uwagę fakt, iż książka powstała na odległość, jest ona nader spójna. Co więcej, obecność dwóch autorek, a zarazem dwóch pomysłów na powieść, sprawiła bez wątpienia, że jest ona jeszcze bardziej ciekawa i dogłębna. Widać to chociażby w interesującym portretowaniu bohaterów czy też w zręcznie utkanej z wielu nici opowieści. Całość zachwyca, intryguje i na długo nie pozwala o sobie zapomnieć.  

Reasumując, jestem pod ogromnym wrażeniem talentu obu autorek i tego, jak doskonałe dzieło stworzyły, pisząc je na odległość. Co więcej, Księżyc myśliwych to ogromne bogactwo, zarówno treści, formy, jak i odniesień do innych tekstów kultury oraz znaczących postaci. Przede wszystkim jednak jest to intrygująca i absorbująca pozycja z kryminalnym wątkiem w roli głównej. Zdecydowanie polecam!


Za możliwość zrecenzowania pozycji Księżyc myśliwych
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak
 

0 comments:

Prześlij komentarz