poniedziałek, 22 lutego 2016

RECENZJA: Rupert Smith, Antrakt (Wydawnictwo Muza, 2016)

Literatura obyczajowa to zdecydowanie mój ulubiony gatunek i jednocześnie najlepszy 'czasoumilacz'. Nie zawsze jednak udaje mi się zanurzyć w lekturze naprawdę wartościowej pozycji. Jak było tym razem? Odpowiedź znajdziecie oczywiście kilka wersów niżej. Zapraszam!

Ostatnie wieczory spędziłam w towarzystwie Antraktu Ruperta Smitha. Zaintrygowana skrótem fabuły ochoczo sięgnęłam po ową pozycję i jeszcze bardziej ochoczo przystąpiłam do jej lektury. Szybko okazało się, że... powieść zapowiada się nader interesująco. Zarówno pod względem treści, jak i formy.

Helen, główna bohaterka powyższej pozycji, jest wnuczką jednego z najpopularniejszych pisarzy XX wieku - Edwarda Bartona. Niestety, jej rodzina nie utrzymuje kontaktu ze sławnym dziadkiem. Kobieta postanawia dowiedzieć się dlaczego jej rodzice woleliby zapomnieć o istnieniu Edwarda i gładko przejść do codzienności. Co więcej, pisze list do dziadka i prosi o chwilę rozmowy. Jak się okazuje jest to ich ostatnie spotkanie tuż przed śmiercią Edwarda. Helen nieświadoma  sekretów, jakie dopiero odkryje, oraz ich następstw, zagłębia się w przeszłość.

Kobieta znajduje na strychu rozmaite dokumenty po Edwardzie. Jako spadkobierczyni praw do całego dorobku dziadka, może do woli je przeglądać i wykorzystywać. Zainteresowanie tajemnicami z przeszłości podsyca w niej Harry, nauczyciel z kursu pisania, na który od niedawna uczęszcza Helen. Bohaterowie przeżywają romans, który może zmienić życie kobiety równie diametralnie, jak chęć poznania prawdy o swoim dziadku. Helen stanie nad przepaścią. Czy uda jej się uratować? Przekonajcie się sami.

Możliwe, iż niektórzy powiedzą, że fabuła jest pospolita i niczym niewyróżniająca się, bo odkrywanie rodzinnych sekretów to oklepany i nużący wątek. Ale, ale... u Smitha jest inaczej. Przede wszystkim autor przedstawia nam dwie historie. Pierwszą, poświęconą Helen i rozgrywającą się współcześnie oraz drugą, skupiającą się na przedstawieniu przeszłości Edwarda Bartona. Powiem szczerze, że takowy zabieg, gdy dwie płaszczyzny fabularne przeplatają się i jednocześnie wzajemnie uzupełniają, jest szalenie skuteczny. Obie płaszczyzny charakteryzuje narracja pierwszoosobowa, toteż mamy do czynienia z subiektywnym opisem rzeczywistości. A to z kolei przekłada się na rozbudowaną warstwę emocjonalną utworu. W rezultacie Antrakt zaciekawia, intryguje i absorbuje. 

Antrakt to zatem nie tylko doskonale nakreślone portrety bohaterów oraz ciekawie poprowadzona akcja, ale również nietuzinkowa forma i dobry styl. Lektura tej powieść zdecydowanie należy do przyjemnych i wartościowych. Dajcie się zaskoczyć i wejdźcie do świata rodzinnych sekretów, które autor zręcznie ukrył na stronach swojej powieści. Gorąco polecam!


Za możliwość zrecenzowania Antraktu Ruperta Smitha
serdecznie dziękuję Business & Culture


3 komentarze:

  1. Też lubię obyczajówki - a je najmilej czyta się w nocy! :) Będę miała tą książkę na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuję się jak najbardziej przekonana. Nie sięgam zbyt często po obyczajówki, ale warto od czasu do czasu ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie sięgam często po tego typu książki, ale sposób, w jaki opisałaś tę pozycję, bardzo mnie zaciekawił. Na pewno kiedyś sięgnę po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń