niedziela, 13 marca 2016

RECENZJA: Hanna Dikta, We troje (Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2016)

Jak zapewne dobrze wiecie, uwielbiam literaturę obyczajową. Najbardziej naszą rodzimą, lecz bycie recenzentem zobowiązuje również do poznania zagranicznej prozy. Moją ulubioną pisarką jest oczywiście Maria Nurowska, która potrafi oczarować czytelnika prostą formą, w której kryje się głęboka treść. Od literatury obyczajowej oczekuję ciekawej historii, bliskiej prawdziwemu życiu, oraz równie prawdziwych bohaterów. Takich, których faktycznie możemy spotkać każdego dnia. Uwielbiam również, gdy książka potrafi skupić na sobie moją uwagę od pierwszej strony i pozwala na poznanie jej treści nawet w jeden wieczór. To oczywiście zasługa lekkiej narracji, która nie męczy po pierwszym rozdziale, lecz skutecznie prowadzi czytelnika ku dalszym wydarzeniom.

Wszystkie powyższe cechy dobrej powieści obyczajowej odnajdziemy w najnowszej pozycji Hanny Dikty pt. We troje. Agata - główna bohaterka książki - prowadzi wraz z mężem nadmorski pensjonat. Czuje się spełniona i wiedzie szczęśliwe życie u boku ukochanego mężczyzny. Niespodziewanie powtarzalną codzienność przerywają złe wieści. Kobieta wyrusza na drugi koniec Polski do swojej siostry, Joanny, u której zdiagnozowano raka. W mało sprzyjających okolicznościach poznaje swojego szwagra - Piotra. Oboje opiekują się Joanną i starają się namówić kobietę na dalsze leczenie. Jednocześnie między bohaterami narasta coraz większa nić porozumienia, która szybko przeradza się w przyjacielską relację. Ale czy aby na pewno to tylko przyjaźń? Mogę zdradzić, że bohaterowie zostaną wystawieni na ogromną próbę...

Pozycja We troje łączy w sobie cechy literatury obyczajowej z subtelnym romansem. Lekka narracja oraz interesująca fabuła sprawiają, że lektura tej powieści to czysta przyjemność. Co więcej, autorka doskonale zrównoważyła jej treść. Cięższy wątek choroby Joanny, przeplotła akcją związaną z rozwijającą się znajomością Agaty i Piotra. W rezultacie trudniejsze wydarzenia łagodzą wątki całkowicie od nich abstrahujące. Czytelnik może zatem miejscami odetchnąć i skupić się na lżejszej akcji, żeby za chwilę powrócić do tematu choroby. Tak jak w prawdziwym życiu, mamy tutaj do czynienia ze słodko-gorzką opowieścią, która nie dla każdego skończy się happy endem.

Bohaterowie We troje to - jak wiadomo - postaci fikcyjne. Niemniej ich kreacje charakteryzuje uniwersalizm i bardzo łatwo się z nimi utożsamić. Agatą, Joanną czy Piotrem może być każdy z nas. I równie dobrze każdego z nas mogą spotkać takie same losy, jak naszych bohaterów. Możemy odnaleźć w niej fragmenty zarówno z naszego, jak również z życia bliskich nam osób. Może właśnie dlatego odbiór tej pozycji przychodzi z taką łatwością.

Autorka bohaterem swojej powieści uczyniła prawdziwe życie. Z całym jego pięknem i nieprzewidywalnością. Ciekawą fabułę zamknęła w klarownej formie, która od pierwszych stron prowadzi czytelnika ku dalszym wydarzeniom z - co ważne - niesłabnącym zainteresowaniem. Gdy już w pełni jesteśmy zaabsorbowani losami bohaterów, pisarka daje nam pstryczka w nos i prezentuje otwarte zakończenie swojej książki. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czekać na dalsze wydarzenia. Z mojej strony gorąco polecam We troje. To zdecydowanie bardzo dobra pozycja z gatunku polskiej literatury obyczajowej. Nie pozostańcie wobec niej obojętni.


Za możliwość zrecenzowania powieści We troje
serdecznie dziękuję autorce, Pani Hannie Dikcie.
.

2 komentarze:

  1. Ja również bardzo lubię powieści obyczajowe, a po literaturę polską sięgam często. "We troje" czeka już na półce i podejrzewam, że przeczytam tę książkę jeszcze w tym miesiącu. Mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu tak jak Tobie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam literaturę polską, a tę książkę czytałam i naprawdę polecam wszystkim miłośnikom obyczajówek ;)

    OdpowiedzUsuń