niedziela, 3 kwietnia 2016

RECENZJA: Hanni Münzer, Miłość w czasach zagłady (Insignis, 2016)

Stworzenie pasjonującej opowieści z miłością i wojną w rolach głównych to nie lada wyczyn. Bardzo łatwo wówczas o popełnienie prostego błędu, jakim jest nakreślenie ckliwego melodramatu i umniejszenie ciężaru wojny. Najlepszym wyjściem jest znalezienie środka ciężkości dla obu tematów i zbudowanie fabuły w oparciu o prawdziwe emocje. Zarówno te dobre, jak i te, które nieodłącznie oddają ducha wojny. Hanni Münzer w swojej najnowszej powieści Miłość w czasach zagłady doskonale to zobrazowała. 

Autorka wprowadza czytelnika w świat rodzinnych emocji, jakie towarzyszą matce i córce - Marcie i Felicity. Aby kobiety mogły spojrzeć spokojnie w przyszłość i stworzyć prawdziwie bliską relację, muszą poznać przeszłość swojej rodziny, a dokładnie babki Debory. W ten oto sposób, ze współczesności przenosimy się do 1923 roku i wydarzeń z życia Elisabeth Malpran - matki Debory, której wówczas nie było jeszcze na świecie.

Elisabeth, młoda śpiewaczka operowa, wiedzie szczęśliwe życie u boku męża Gustava. Ich małżeński spokój zakłócają szerzące się niepokoje polityczne. Małżonkowie postanawiają opuścić kraj, w którym czują się coraz mniej bezpiecznie. Niestety, pierwsza próba "ucieczki" z Niemiec nie dochodzi w ogóle do skutku, gdyż Elisabeth spodziewa się pierwszego dziecka. Sytuacja polityczna ulega polepszeniu, toteż szczęśliwi rodzice odkładają na kilka lat plany o opuszczeniu kraju. Jak się później przekonają, nie podjęli słusznej decyzji. Podczas kolejnej próby ucieczki z Rzeszy, Gustav jako pół-Żyd zostaje uprowadzony. Elisabeth odchodzi od zmysłów, lecz wciąż szuka męża. Porusza niebo i ziemię, żeby zdobyć jakiekolwiek informacje o ukochanym. Niespodziewanie z pomocą przychodzi poważany nazista - Albrecht Brunnmann. Kobieta jeszcze nie wie, że obdarzając do zaufaniem, zawiera pakt z diabłem, który wpłynie nie tylko na jej dalsze losy, lecz również na losy jej dzieci, Debory i Wolfganga. Co prawda, Brunnmann zapewni im względny spokój i bezpieczeństwo, ale nie zapomni przy tym o własnych korzyściach.

Pomyślałam o bliskich mi kobietach: prababci Elisabeth, babci Deborze i mojej mamie. Każda z nich doświadczyła miłości w innym kształcie, i to miłość zdecydowała o ich losach. Dla nich miłość była czymś pełnym tęsknoty, destrukcyjnym żywiołem szarpiącym serce, niszczycielską siłą, która spalała je, zamieniając w kupkę zimnego popiołu. Taka miłość to ból. Lecz przecież miłość jest również czymś nieprzemijającym, zdolnym wszystko przetrwać. Poruszyć niebo i uzdrowić serce nawet po kilkudziesięciu latach. Tak jak poruszyła i uzdrowiła mnie.
(fragment powieści, s. 476)
 .
Opowieść zawarta na stronach Miłości w czasach zagłady to oczywiście czysta fikcja literacka. Niemniej odnajdujemy w niej inspiracje prawdziwymi wydarzenia oraz osobami, w szczególności słynnymi nazistami. Jednym z nich był Adolf Otto Eichmann uważany za architekta Zagłady, który odpowiadał za przygotowanie oraz praktyczną realizację planu eksterminacji Żydów w Europie. Czytałam pozycję Eichmann w Jerozolimie: rzecz o banalności zła Hanny Arendt (którą na marginesie gorąco Wam polecam, jeśli interesujecie się literaturą faktu, polityką czy filozofią), toteż postać nazistowskiego zbrodniarza wojennego nie jest mi obca. Dlatego też dość szybko zorientowałam się, że Albrecht Brunnmann - bohater książki Hanni Münzer - to kreacja inspirowana postacią Adolfa Eichmanna. Moje przypuszczenia potwierdziła sama autorka, która wyjaśniła swoje inspiracje w Posłowiu. W ten oto sposób dowiadujemy się, że Brunnamann to oczywiście postać fikcyjna, lecz nawiązująca do realnej osoby. Podobnie sprawa przedstawia się z Ernstem "Putzi" Hanfstanglem, który w pozycji Miłość w czasach zagłady stał się inspiracją dla stworzenia postaci Bubiego Putzingera.

Jak widzimy, powieść Hanni Münzer to nie tylko lekka miłosna opowiastka, lecz również wartościowa pozycja z wydarzeniami XX wieku w tle. Co więcej, Miłość w czasach zagłady to swoista powieść w powieści, gdyż retrospektywna opowieść o losach Elisabeth Malpran i jej bliskich została nakreślona z perspektywy Debory i stanowi jej własny przekaz w formie odrębnej powieści. Autorka zręcznie zmienia narrację, wprowadzając coraz to inne perspektywy fabularne. Dodatkowo jest niesamowicie czuła na różnego rodzaju szczegóły (chociażby detale dotyczące stroju, wygląd budynków czy topografię) oraz emocje towarzyszące danym wydarzeniom. Często wystarczy tylko niewielki niuans, żeby wywołać u czytelnika szereg uczuć. Również kreacje bohaterów zasługują na duże uznanie, gdyż są to portrety posiadające głębię, niejednokrotnie dwuznaczne i nieodgadnione.

Reasumując powyższe, Miłość w czasach zagłady Hanni Münzer to nader udana powieść, łącząca wielką miłość z polityką XX wieku i wojną w tle. Przekonajcie się sami o sile tej miłości i chęci zemsty, jaką ze sobą niesie. Naprawdę warto!


Za możliwość zrecenzowania Miłości w czasach zagłady
serdecznie dziękuję AiM Media

1 komentarz:

  1. Lubię, gdy książka wywołuje emocje i przy okazji czegoś uczy. Właśnie takich pozycji szukam. Nieważne, że jest to fikcja literacka. Ważne, że inspirowana prawdziwymi wydarzeniami.

    OdpowiedzUsuń