sobota, 23 kwietnia 2016

RECENZJA: Ove Logmansbo, Enklawa (Wyd. Dolnośląskie, 2016)

Ove Logmansbo w swojej powieści, zatytułowanej Enklawa, przenosi nas do świata Farerów. Społeczność ta wiedzie spokojne życie na Wyspach Owczych, oparte przede wszystkim na turystyce. Jedynym jej zmartwieniem jest to, czy liczba turystów w danym roku nie będzie mniejsza niż w zeszłym sezonie. Swego rodzaju marazm, panujący w Vestmannie, przerywa morderstwo nastolatki. Wyspy Owcze w jednej chwili z najbezpieczniejszego miejsca na całej kuli ziemskiej, stają się miejscem zbrodni i ciągłego strachu.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi, przybyła z Kopenhagi, podkomisarz Katrine Ellegaard. Mieszkańcy Vestmanny nie ukrywają swojego niezadowolenia. Woleliby zdecydowanie, aby sprawą zajęli się tutejsi stróże prawa. Nieufność wobec Ellegaard budzi również fakt, że kobieta spośród farerskiej społeczności wybiera sobie pomocnika, człowieka będącego jej informatorem, a zarazem tłumaczem zwyczajów Farerów. Tą osobą jest Hallbjorn Olsen, samotny ojciec 16-letniej Ann-Mari. Jak się okazuje, wybór policjantki nie jest do końca trafiony, gdyż Hallbjorn przysparza jej więcej problemów aniżeli pomocy. Wygląda na to, że Ellegaard wybrała czarnego konia całej społeczności. Co więcej, mężczyzna cierpi na zaniki pamięci i nie pamięta kompletnie zdarzeń z feralnego wieczoru, gdy dokonano morderstwa nastolatki. Czy Ellegaard odkryje prawdę i złapie zabójcę? Czy Hallbjorn faktycznie jej w tym pomoże? A może sam będzie miał coś na sumieniu? Przekonajcie się sami!

Nie ulega wątpliwości, że opowieść zawarta na stronach Enklawy jest nader intrygująca. To samo dotyczy kreacji bohaterów, które nie są jednowymiarowe i nieraz potrafią zaskoczyć swoim działaniem czytelnika. Niestety akcja powieści jest dość powolna i nawet lekkie zwroty akcji tego nie rekompensują. Brak dynamizmu sprawia, że zamiast kroczyć żwawo przez fabułę, czynimy małe kroki ku kulminacji, a potem jeszcze mniejsze ku zakończeniu. Szkoda, wielkie szkoda, że Logmansbo nie nadbudował intrygującej opowieści dynamiczną akcją. W dobrym kryminale oba wyznaczniki idą ze sobą w nierozerwalnej parze. Tutaj niestety zabrakło takowego zespolenia.

Na pocieszenie dodam, że autor zadbał o wyważoną treść, toteż opisy oraz dialogi nie przytłaczają głównej osi wydarzeń. Godne uwagi są również szczegóły topograficzne, które umożliwiają wyobrażenie sobie miejsca akcji. Z kolei obecny w powieści realizm pozwala historii opowiedzianej przez Logmansbo żyć prawie prawdziwym życiem (jeśli wiecie, co mam na myśli).

Jednym słowem, Enklawa to niecodzienny kryminał, w którym intrygująca fabuła nie idzie w parze z dynamiczną akcją. W powieści Logmansbo obowiązuje zasada małych i powolnych kroków, po czym spotyka nas niczym grom z jasnego nieba zakończenie. Najpierw wolno, potem błyskawicznie. Autor zdecydowanie powinien następnym razem poćwiczyć nad tempem wydarzeń w swojej powieści.


Za możliwość zrecenzowania Enklawy
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu

   

3 komentarze:

  1. Nie spotkałam się jeszcze z twórczością tego autora. Szkoda, że akcja jest dość powolna, bo jestem zaintrygowana twórczością tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie poznałam książek tego autora :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co prawda za Enklawę zabrałam się na samym końcu (zaczęłam od środka), jednak nie przeszkodziło mi to w płynności czytania bądź nadążaniem za wątkami, o których nie miałam wcześniej pojęcia. Uważam, że cały cykl Vestmanny wyszedł Mrozowi bardzo dobrze, dlatego już nie mogę się doczekać, aż zabiorę się za pozostał tytułu! Zarówno Enklawa, jak i Połów oraz Prom poruszają ciekawe kwestie i są pełnie niekonwencjonalnych decyzji, które świetnie komponują się z wartką akcją :)
    http://favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń