wtorek, 10 maja 2016

RECENZJA: Helen Bryan, Oblubienice wojny (Editio, 2016)

Lubię powieści obyczajowe z historią w tle. Tym razem moją uwagę zwróciła pozycja Helen Bryan Oblubienice wojny. Jak sama autorka przyznała, do napisania tejże książki zainspirowały ją prawdziwe historie z czasów wojny, opowiedziane jej przez rodzinę i przyjaciół ze Stanów Zjednoczonych.

Crowmarsh Priors - mała wioska w hrabstwie East Sussex, oddalona na północ od Londynu. To tutaj rozpoczyna się historia pięciu kobiet oraz ich przyjaźni na dobre i złe. A zło niestety coraz bardziej zarzuca swe sieci, gdyż hitlerowskie Niemcy toczą wojnę na coraz większą skalę. Alice, Elsie, Tanni, Evangeline i Frances, bo o nich mowa, pochodzą z różnych środowisk oraz stron świata. Los chciał, że spotykają się w Crowmarsh Priors i jednoczą wokół walki z codziennością, na którą ciemny cień rzuca II wojna światowa. Tak rodzi się prawdziwa i dozgonna przyjaźń między bohaterkami.

Bohaterki stawiają czoła kolejnym trudnościom - niosą pomoc ludziom ewakuowanym z zagrożonego Londynu, przeżywają nocne naloty. Muszą także poradzić sobie z codzienną pracą, która po wyjeździe mężczyzn na front spadła na ich barki. Coraz bardziej angażują się w działania okołowojenne. Przeżywają miłości i frustracje, wiodą je lęk i nadzieja. Kiedy po pięćdziesięciu latach cztery z nich spotykają się ponownie, postanawiają z odwagą spojrzeć w oczy prawdzie sprzed lat i pomścić niewinną śmierć...

Czyją śmierć będą chciały pomścić kobiety? Tego oczywiście nie zdradzę. Mogę napisać tylko jedno - fabuła Oblubienic wojny jest nader absorbująca, więc szczerze zachęcam do lektury. Co więcej, powieść zachwyca lekką narracją i doskonałymi kreacjami bohaterów. Lekka narracja jest o tyle ważna, gdyż idealnie równoważy poważną tematykę niniejszej pozycji. Wojna stanowi oczywiście  bardzo ważne tło, lecz autorka skupiła się przede wszystkim na nakreśleniu różnorodnych portretów kobiet, które muszą stawić czoła wojennej codzienności. Na pierwszy plan wysuwa się więc ich odwaga, solidarność oraz przyjaźń łamiąca bariery społeczne.

Pięć bohaterek, pięć odrębnych historii, które dopiero później łączy los. Wszystko to spowodowało, że początkowo miałam problemy z poukładaniem sobie w głowie nadmiaru wydarzeń. Na szczęście autorka szybko doprowadziła do spotkania głównych bohaterek w Crowmarsh Priors. W rezultacie od tego momentu lektura Oblubienic wojny była czystą przyjemnością i taką pozostała do ostatniej strony. Co więcej, gdy nastała chwila zamknięcia książki, odczułam duży niedosyt. Wszystko oczywiście za sprawą doskonale opowiedzianej historii, lekkiego języka i nader intrygującego zakończenia. Przekonajcie się sami!


Za możliwość zrecenzowania Oblubienic wojny
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio (Helion)

1 komentarz:

  1. Chętnie przeczytam, także lubię obyczajówki z historią w tle!

    OdpowiedzUsuń