poniedziałek, 4 lipca 2016

RECENZJA: Warren Ellis, Mike McKone; Avengers: Wojna bez końca (Egmont, 2015)

Niestety w świecie komików nie wszystkie tytuły są godne poświęcania im swojego czasu. Avengers: Wojna bez końca właśnie do takich powieści graficznych należy. Nie zniechęcajcie się jednak do przeczytania mojej recenzji do końca, bo obiecuję, że wskażę również zalety tego wydawnictwa. Warren Ellis to w końcu znany i ceniony twórca komiksów, a Avengers to marka sama w sobie.

Najsłynniejsza grupa komiksowych herosów wyrusza na kolejną misję. Znany z filmów sześcioosobowy skład Avengers oraz Kapitan Marvel i Wolverine w nowej ekscytującej przygodzie. Bohaterowie muszą zmierzyć się z mrocznym zagrożeniem, z którym Thor i Kapitan Ameryka po raz pierwszy zetknęli się jeszcze podczas II wojny światowej. Wówczas wydawało im się, że pokonali zło. Ale czy dla superherosów, którzy bez zastanowienia stają na drodze wielkich mitycznych bestii i złowrogiej technologii sprzed lat, wojna tak naprawdę kiedykolwiek się kończy? Znakomity brytyjski scenarzysta Warren Ellis (Planetary, Iron Man: Extremis) i rysownik Mike McKone (Exiles, Fantastyczna Czwórka) stworzyli wspólnie album, który świetnie oddaje charakter i ducha filmów o Avengers, równocześnie w pełni przynależąc do komiksowego świata Marvela.


Tyle tematem wstępu zapożyczonego z tyłu okładki. Przejdźmy zatem do konkretów, a mianowicie zawartości komiksu. Pierwszym aspektem, który zwrócił moją uwagę były rysunki. Są one dynamiczne i mroczne, więc doskonale oddają atmosferę panującą w danej chwili, jak i wokół samych Avengers. Najlepiej prezentują się momenty walki i to w ogóle nie dziwi. Oprawa wizualna to najmocniejsza strona tego tytułu. Kreska oraz kolory są doskonałe i gdyby nie czytać dialogów, a tylko oglądać komiks to byłaby naprawdę bardzo udaną pracą.


Przysłowiowe schody zaczynają się kiedy przejdziemy do fabuły i dialogów. Całość prezentuje się gorzej niż przeciętnie. Dialogi są miałkie i zupełnie bezsensowne, a rzutuje to wszystko na jakość powieści. Źle napisane dialogi sprawiają, że bohaterowie są zupełnie bez charakteru, który cechuje każdego superbohatera. To istny strzał w kolano autorów. Każdy zgodzi się ze mną, że superbohaterzy bez charakteru to żadni herosi. Nie chcę zdradzać fabuły, dlatego nie posłużę się konkretnymi przykładami, niemniej całość prezentuje się miałko. Czy dla samych rysunków warto mieć tę powieść graficzną w kolekcji. Ja mam, ale każdemu zostawiam wolny wybór, gdyż nie jest to zdecydowanie must-have.


Avengers: Wojna bez końca to bardziej ciekawostka i nieudana opowieść graficzna niż klasyk, który powinien być na półce każdego wielbiciela komiksów. Przeczytanie jego nie zajęło mi wiele czasu i coraz trudniej było mi dobrnąć do końca. Czy sięgnę jeszcze raz po ten tytuł? W tej chwili mogę szczerze przyznać, że nie wiem. Czy warto w ogóle wydać kilka złotych i nabyć ten tytuł? Wydany jest bardzo ładnie i nie szpeci na półce. Jeśli chcesz zacząć swoją przygodę z komiksami to odradzam ten tytuł. Jeśli uwielbiasz Avengers możesz przeczytać, choćby po to, aby delektować się dobrą kreską rysownika i poznać kolejną historię Twoich ulubionych superbohaterów.

0 comments:

Prześlij komentarz