niedziela, 23 października 2016

RECENZJA: Joanna Miszczuk, Nefrytowa Szpilka (Prószyński i S-ka, 2016)

Są takie pozycje, które czyta się jednym tchem, ale nie zawsze fakt ten oznacza, że była to doskonała lektura. Często zdarza mi się, że powieść owszem absorbuje mnie od pierwszej strony, lecz w ogólnym rozrachunku pozostaję wobec niej neutralna. Ani nie jestem nią urzeczona, ani wielce rozczarowana. 

Taki oto dylemat przysporzyła mi powieść Joanny Miszczuk zatytułowana Nefrytowa szpilka. Traktuje ona o silnej kobiecie, która boleśnie doświadczona przez życie, pragnie pokazać światu, że jest wartościową osobą i stawi czoła nawet największym trudnościom. Melania Robak, bo o niej mowa, wychowuje się bez ojca i wraz z pójściem do liceum postanawia zmienić swoje życie. Odcina się grubą kreską od wcześniejszych lat szkolnych i bycia wykorzystywanym "Robiakiem", jak przezywali ją rówieśnicy. 

Do nowego liceum wkracza jako Mel - przebojowa i równa dziewczyna, ale nie kujon, bo kujonem była wcześniej. Nowa Melania już pierwszego dnia poznaje Sylwię, z którą postanawia się zaprzyjaźnić. Dziewczyny połączy jednak dziwny i jakże daleki od prawdziwej przyjaźni układ. Po bolesnych doświadczeniach Mel zda sobie sprawę, że tak naprawdę nie ma przyjaciół. Co gorsza, nie ma nikogo, na kogo mogłaby liczyć. Musi wziąć się w garść i zawalczyć o własną przyszłość. Ma dla kogo - dla ukochanej matki. Zdeterminowana Melania wkrótce stanie się światowej sławy ekspertem. Wszystko, co osiągnie, zawdzięczać będzie tylko i wyłącznie sobie. Niestety nie wszystkie plany pójdą po jej myśli. Czy Mel poszczęści się również na polu prywatnym? Czy stworzy prawdziwą rodzinę z mężczyzną swojego życia?

Joanna Miszczuk skreśliła niewątpliwie interesującą powieść, bowiem Nefrytowa szpilka to ujmująca opowieść o sile, determinacji i miłości. Chciałoby się rzec, że traktuje o prawdziwym życiu. Owszem, ale nie do końca. Otóż, autorka w swojej książce miejscami odchodzi od rzeczywistości i tworzy bajkę dla dorosłych. I w tym miejscu napotkałam ów problem, o którym wspomniałam na początku. Mianowicie, przyszło mi zmierzyć się z przeszkodą w postaci odrealnienia losów bohaterów, a tego niestety nie lubię w literaturze obyczajowej. Cenię zasadę prawdopodobieństwa. Kiedy bohater jest prawie tak realny, jak ja sama, wówczas przyznaję duży plus za jego kreację. Tutaj plus przyznaję za początkowy portret głównej bohaterki. Późniejszy niestety nie sprostał moim oczekiwaniom. 

Ale, ale... Nie chcę wyjść na całkowitą krytykantkę. Nefrytowa szpilka urzekła mnie ciepłem, jakie emanowało z całej historii. Co więcej, jestem zachwycona lekkością pióra jej autorki. Brawo! Nawet scena śmierci, mimo swojego patosu, wybrzmiewała ciepłem i wiarą w dobrą przyszłość. Ów optymizm (czy też pozytywny ton) charakterystyczny jest całej powieści. Nie ulega wątpliwości, że lektura Nefrytowej szpilki pozytywnie nastraja i podnosi na duchu. Mamy zatem kolejny plus na koncie autorki. 

Za walor tejże pozycji uznać należy również obecność zapisków z pamiętnika Nije Ke Xin. Zmiana narracji doskonale urozmaica i dopełnia zarazem właściwą akcję utworu. Przy okazji możemy poznać zupełnie inną kulturę oraz losy chińskiej społeczności.  Doświadczamy więc nader interesującej powieści w powieści.

Summa summarum, Nefrytowa szpilka  przysporzyła mi niemałego dylematu. Po lekturze tejże pozycji trudno było mi jednoznacznie określić moje odczucia wobec niej. Widziałam plusy i minusy. Zastanawiałam się, czy jestem bardziej na tak, czy jednak na nie. A może neutralność? Nie, zdecydowanie nie. Powieść Joanny Miszczuk jest za dobra, żeby pozostać wobec niej po prostu obojętnym. Moja ocena przechyla się zatem na stronę pozytywnego wrażenia. Jestem ciekawa, jakie będą Wasze odczucia po jej lekturze.


Za egzemplarz recenzencki "Nefrytowej szpilki"
serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

1 komentarz: