sobota, 4 lutego 2017

RECENZJA: Katarzyna Bonda, Lampiony (Muza, 2016)

Aż dziw, że po tylu pożarach, jakie roznieciła Katarzyna Bonda w "Lampionach", Łódź nadal tętni życiem i funkcjonuje jak dawniej. Na szczęście to tylko fikcja i nader ognista fabuła, którą poznajemy na stronach najnowszej powieści powyższej autorki. Łódź zapłonęła, ludzie walczyli z żywiołem, a Sasza Załuska ponownie próbowała nakreślić portret sprawcy. Czy jej się udało i czy wszyscy uszli z życiem z tego wielkiego pożaru? Odpowiedzi szukajcie oczywiście w "Lampionach".

Tymczasem mogę zdradzić tylko jedno, "Lampiony" to kolejny nader intrygujący kryminał, jaki wyszedł spod pióra Katarzyny Bondy. Ponownie spotykamy się weń z utalentowaną profilerką - Saszą Załuską. Tym razem kobieta zostaje oddelegowana z gdańskiej policji do Łodzi, gdzie władze zmagają się z podpaleniami oraz serią groźnych wydarzeń, w tym aktami antysemityzmu i homofobii. Sceny, jakie mają miejsce w mieście czterech kultur, przypominają apokalipsę. Ludzie półświatka, szajki wyłudzające pieniądze, narkotykowi handlarze, fałszerze i czyściciele kamienic. Mnogość osób, wiele zła, a wokół ogień. Co jest wspólne w tej zawiłej układance? Na to pytanie - i na wiele innych - postara się odpowiedzieć Szasza wraz z doświadczonymi śledczymi. Czy uda im się ocalić Łódź? 

"Teoretycznie trzymali w ręku wszystkie dane. Babcia bombka miała związek z ładunkami, ale ich nie produkowała. Maciek, jej podopieczny, robił roboty i podkładał bombki, ale ich nie włączał. Piroman na rowerze w ogóle nie był związany ze sprawą. Podobnie jak gwałciciel leżący wciąż w śpiączce farmakologicznej. Zresztą nim nikt się nie przejmował. A Łódź się hajcowała..."
(fragment powieści, s. 492)

Tego, że Bondę bardzo dobrze się czyta, nikomu raczej mówić nie trzeba. Łatwo, lekko i przyjemnie, ale - co najważniejsze - nie jest to płytka lektura. Wprost przeciwnie. Autorka nie szczędzi w swoich powieściach szczegółów. Dużą wagę przywiązuje zarówno do topografii, portretów społeczeństwa, jak i problemów otaczającej nas rzeczywistości. Jak wiemy, realizm implikuje prawdopodobieństwo, a zatem czytając powieści pani Bondy mamy wrażenie, że opisany weń świat jest nam nader bliski. Z kolei wydarzenia rozgrywające się na stronach książki mogłyby zdarzyć się również w naszym otoczeniu. Oczywiście warstwa fabularna to wciąż czysta wyobraźnia autora. Niemniej umiejętność sprawienia, że czytelnik czuje się w świecie przedstawionym przez pisarza jak u siebie, to ogromny walor literacki i zarazem pożądana umiejętność. Katarzyna Bonda niewątpliwie ją posiada, z czego my - odbiorcy jej twórczości - jesteśmy bardzo zadowoleni.

Na zakończenie chciałam dodać, że uwielbiam u pani Bondy jej upodobanie do wielowątkowości. Najbardziej cieszy mnie moment, w którym wszystkie wątki nieoczekiwanie eksplodują, tworząc zupełnie nową jakość, a mianowicie zaskakujący finał śledztwa. W "Lampionach" - tak jak w poprzednich pozycjach autorki - są emocje, intrygująca fabuła, nader ciekawe portrety bohaterów oraz trafnie nakreślone tło społeczne. Nic dodać, nic ująć. Z prozą pani Bondy po prostu trzeba się zapoznać, żeby albo dać się jej uwieść, albo pozostać kompletnie niewzruszonym. Bycie pomiędzy raczej nie wchodzi w grę. Polecam serdecznie!
   

3 komentarze:

  1. W tym roku chciałabym sięgnąć po kryminały, których w zasadzie nie czytałam do tej pory. Myślę, że twórczość Bondy byłaby dobrym początkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z mojej strony mogę polecić również kryminały Zygmunta Miłoszewskiego, państwa Kuźmińskich oraz Agnieszki Pruskiej. A na dobry początek oczywiście Katarzyna Bonda ;)

      Pozdrawiam,
      Ale książka!

      Usuń
  2. Szanowna Pani,
    niestety z przykrością stwierdzam, iż twórczość pani Bondy nie rozpala mojej wyobraźni, ani nie wzbudza emocji większych niźli ogarniające cały organizm ciarki wstydu. Aby mój konar zapłonął potrzebuję literackich podniet na miarę choćby Łukasza Dobrowolskiego, autora poczytnego kryminału "Zbrodnia w Mieście Grzechu". Niech pani Bonda łaskawie zapozna się z wymienioną pozycją i uczy od najlepszych. Bo na razie jest to li tylko "mnogość kartek, wiele liter, a wokół zionąca pustka".

    Pozdrawiam,
    Nieruchomy Poruszyciel

    OdpowiedzUsuń