sobota, 11 lutego 2017

RECENZJA: Marek Bukowski, Maciej Dancewicz; Najdłuższa noc (Muza, 2017)

"Najdłuższa noc" przenosi nas do Krakowa z początku XX wieku. Przechadzamy się więc brukowanymi ulicami tego królewskiego miasta, które jak cała ówczesna Polska tkwi pod zaborami, i spoglądamy nieufnie w przyszłość. Mijamy straganiarzy, biedaków, służących oraz elitę w pełnej krasie. Przechodzimy pomiędzy kontrastami, aż nagle trafiamy w sam środek makabrycznej zbrodni. 

Jest czternasty dzień grudnia 1904 roku i - jak czytamy w powieści - ten 14 grudnia w sumie nie różniłby się niczym od tysięcy podobnych mu, minionych dni grudniowych, gdyby nie fakt, którym potem żyła przez kilka tygodni krakowska prasa, a za nią całe miasto (fragment powieści, s. 7). Wtedy to miejski latarnik spostrzega siedzącą nieruchomo na ławce kobietę. Gdy podchodzi bliżej okazuje się, że jest ona martwa. Co więcej, chustka, którą miała okręconą głowę, skrywała kompletnie puste oczodoły. Jak się wkrótce okaże, owe makabryczne znalezisko, to dopiero początek serii zbrodni, jakie będą mieć miejsce w Krakowie. Modus operandi zabójcy ukaże nader symboliczną i wyrafinowaną zarazem taktykę dokonywania zbrodni.

Rozwikłaniem tej zawiłej sprawy zajmą się oczywiście cesarscy stróże prawa. Niestety ich praca nie przyniesie zamierzonych rezultatów. Dopiero pojawienie się w Krakowie Jana Edigeya-Koryckiego - marynarza, który po latach żeglugi wraca do rodzinnego miasta - wprowadza do śledztwa nowe wątki. Co więcej, to właśnie młody Edigey wraz ze swoimi przyjaciółmi - Henrykiem i jego siostrą Weroniką, odkryje modus operandi mordercy i wpadnie na jego trop. Ale czy mężczyźnie uda się go złapać i czy ujdzie przy tym z życiem? Tego zdradzić już nie mogę. Najlepiej sami sięgnijcie po "Najdłuższą noc", żeby się przekonać.

Dlaczego jeszcze warto sięgnąć po "Najdłuższą noc"? Oczywiście absorbująca i interesująca fabuła to pierwszy powód, ale nie jedyny. Kryminał spod pióra Marka Bukowskiego i Macieja Dancewicza charakteryzuje się również dobrą konstrukcją, która sprzyja lekturze i czuwa nad naszym stałym zainteresowaniem opowieścią. Wszystko za sprawą przeplatania wątków oraz zastosowaniem krótkich rozdziałów, niepozwalających czytelnikowi na znużenie. Nie ma więc mowy o jakiejkolwiek nudzie! Powieść czyta się wręcz jednym tchem. Łatwo, lekko i przyjemnie. Podoba mi się, że opowieść została zwięźle przedstawiona, a mimo to oddaje zarówno cechy epoki, jak i misternie wymyśloną serię zbrodni. Sami widzicie, że powodów, dla których warto wybrać "Najdłuższą noc" jest naprawdę wiele.

Pozwólcie, że dołożę do nich jeszcze jeden, a mianowicie doskonale sportretowanych bohaterów. Na uznanie zasługują zarówno bohaterowie pierwszoplanowi, jak i poboczni. Każda postać posiada charakter i bardzo łatwo ją sobie wyobrazić. Plastyczność tejże powieści to również duży plus. Fajną sprawą jest także zabieg wprowadzenia do rozwiązania śledztwa kogoś z zewnątrz. W tym przypadku taką osobą jest Jan Edigey-Korycki, który nigdy nie miał styczności z prowadzeniem policyjnych spraw. Jednakże prywatny wątek sprawia, że mężczyzna sam postanawia odkryć prawdę o makabrycznych morderstwach. Tym samym uwaga czytelnika przechodzi od cesarskich policjantów do poczynań głównego bohatera.  

Konkludując, "Najdłuższa noc" to według mnie nader udane dzieło w ramach wspólnego projektu Marka Bukowskiego i Macieja Dancewicza. Powieść ta została zainspirowana wydarzeniami z serialu "Belle Epoque" (tegoroczna nowość w wiosennej ramówce stacji TVN) i mogę śmiało stwierdzić, że doskonale oddaje klimat owej epoki. Jeśli zatem lubicie kryminały osadzone w minionych czasach, sięgnijcie po tę pozycję. Frapująca lektura gwarantowana!


Za egzemplarz recenzencki "Najdłuższej nocy"
serdecznie dziękuję Business & Culture


1 komentarz:

  1. Książkę już mam nadzieję przeczytać przed I odcinkiem serialu :)

    OdpowiedzUsuń