niedziela, 12 marca 2017

RECENZJA: Daisy Goodwin, Wiktoria (Marginesy, 2017)

"Wiktoria" Daisy Goodwin przenosi nas do całkiem innego świata. Takiego, który jest nam zupełnie nieznany z autopsji, lecz bardzo dobrze znamy jego charakterystykę z lekcji historii. O jakich czasach mowa? O epoce wiktoriańskiej, czyli okresie panowania na brytyjskim tronie królowej Wiktorii (1837 - 1901). Dzięki powieści Goodwin w jednej chwili możemy znaleźć się w samym centrum XIX-wiecznych wydarzeń i poznać sfabularyzowaną historię z życia młodej królowej.

Akcja powieści zostaje zawiązana tuż przed osiemnastymi urodzinami przyszłej królowej brytyjskiej. Młodziutka Aleksandryna przeżywa katusze żyjąc pod ciągłą kontrolą matki i sir Conroya. Każdego dnia przysięga sobie, że gdy tylko zostanie najważniejszą kobietą w państwie, nie da się nikomu podporządkować. W szczególności matce, jej przyjacielowi i damie dworu, która coraz częściej wtrąca się w jej wychowanie. Niespodziewanie nadchodzi dlań wielki dzień, bowiem umiera jej wuj Wilhelm IV, ówczesny król Wielkiej Brytanii. Regencja, o którą starał się sir Conroy, okazuje się zbędna, gdyż Aleksandryna jest już pełnoletnia. Wstępuje zatem na tron i każe tytułować się królową Wiktorią.

Od tego momentu życie młodej królowej nabiera tempa i jest sekwencją ciągłych zmian. Wiktoria musi nauczyć się przede wszystkim zasad władania krajem. W tej kwestii z pomocą przychodzi jej ówczesny premier lord Melbourne. Lord M., bo tak zwykła nazywać go królowa, jest nie tylko doradcą, ale i jej pierwszą miłością. Niestety, Wiktoria musi poślubić kogoś zgodnego z politycznymi wymogami. Sfrustrowana i zrozpaczona kobieta nie chce słyszeć o zaaranżowanym małżeństwie. Do czasu. Wkrótce na jej drodze ponownie pojawia się niemiecki książę - Albert Sachsen-Coburg-Gotha - i nagle wszystko się zmienia...

Po krótkim opisie fabuły, czas na kilka słów ode mnie. Po pierwsze, sfabularyzowana wersja życia królowej Wiktorii absorbuje od pierwszej strony. Po drugie, przedstawiona opowieść jest nader interesująca, a lekka narracja wzmaga chęć do dalszej lektury. W konsekwencji, zanim zdążycie się obejrzeć, skończycie już książkę. Jest to niewątpliwie ogromny plus, gdyż często powieści z historią w tle są zbyt pompatyczne i gwarantują niestety nudę. W tym przypadku nie ma o niej mowy. Daisy Goodwin zaserwowała nam doskonale wyważoną opowieść. Żałuję, że często mijała się przy tym z faktami historycznymi, ale nie jest to przecież literatura stricte historyczna.

Wreszcie - po trzecie, brawa należą się również za interesujące portrety bohaterów. Każda postać jest na tyle charakterystyczna, że z łatwością możemy ją sobie wyobrazić. Autorka, co zrozumiałe, najwięcej uwagi poświęciła jednak głównej bohaterce. W związku z tym z jej kreacja jest najbardziej szczegółowa. Możemy zatem obserwować nie tylko przemianę wewnętrzną tytułowej bohaterki, ale również poznawać jej najskrytsze myśli, które dodatkowo budują postać. Ciekawym zabiegiem kreacyjnym jest także zastosowany kontrast, którego składowe doskonale się dopełniają. Młoda królowa z jednej strony cechuje się delikatnością i romantyzmem, a z drugiej odnajduje w sobie stanowczość i siłę do władania ogromnym państwem. Jak sami widzicie, głównej bohaterce daleka jest jednowymiarowość.

Konkludując, "Wiktoria" Daisy Goodwin to nader ciekawa i dobrze napisana opowieść o początkach panowania młodej Aleksandryny Wiktorii na tronie brytyjskim. Urzeka i absorbuje od pierwszej strony. Mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu. Szczerze polecam!


Za egzemplarz recenzencki "Wiktorii"
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Marginesy

2 komentarze:

  1. Mam nadzieję, że autorka napisze więcej

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę mam w planach, świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń